Simi (Сімі), nazywane przez niektórych „ukraińską Żabką” – tylko częściowo słusznie – jest kluczowym graczem w zachodnich regionach kraju. Choć sieci tej, rozwijanej przez spółkę Clever Stores, nie ma jeszcze w żadnym z pięciu największych pod względem populacji miast Ukrainy (Kijów, Charków, Odessa, Dniepr i okupowany Donieck), zdołała już stać się liderem formatu convenience na rynku naszych wschodnich sąsiadów. Stało się to dzięki intensywnemu rozwojowi m.in. w jej kolebce, czyli na Wołyniu, jak również na Lwowszczyźnie. Simi na początku dekady miało zaledwie ok. 70 sklepów; obecnie zarządza już siecią ok. 475 placówek. Jak na ukraińskie realia, jest to znakomity wynik. Żaden inny gracz z formatu convenience w Ukrainie nie ma choćby 300 sklepów, a zaledwie dwie sieci spożywcze prowadzą więcej placówek od Simi: dyskontowy ATB Market (ponad 1,3 tys. sklepów) i operator super- oraz hipermarketów Fozzy Group (ponad 900 punktów sprzedaży, z flagowym brandem Silpo).
Tu młodzi sprzedają młodym
Simi w ostatnich kilku latach przebyło długą drogę, podobną do tej, którą kroczyła w Polsce Żabka, będąca oczywistym punktem odniesienia. Firma początkowo uruchamiała typowe placówki „po sąsiedzku”, nastawione głównie na sprzedaż alkoholu i wyrobów tytoniowych, z ograniczoną ofertą spożywczą. Sklepy działały wówczas pod szyldem Sim23 (Сім23). „Sim” to po ukraińsku siedem, a 7-23 stanowi już dość oczywiste nawiązanie do nazwy japońskiego giganta convenience 7-Eleven. W 2018 r. firma przeszła pierwszą rewolucję, prezentując koncept sklepu z rozbudowaną ofertą foodservice, kącikiem kawowym (który stał się sercem lokalu), jak również poszerzoną ofertą żywności i usług.
Ciąg dalszy artykułu - pod zdjęciem.
Zmiany na lepsze widoczne były gołym okiem, ale firma nie spoczęła na laurach – zespół zarządzający nie bał się nawet zmodyfikować nazwy sieci. Współczesne Simi powstało dopiero w 2022 r., a w rebrandingu pomogła agencja z Polski – ta sama, która kilka lat wcześniej odpowiadała za zaprojektowanie całego systemu identyfikacji wizualnej formatu Żabka Galaxy. Skrócono i uproszczono nazwę, zmieniono logo (charakterystyczne nadgryzienie litery), do koloru żółtego dodano fioletowy, który pozwala na odróżnienie się od konkurentów (w ich logotypach zdecydowanie dominuje czerwień i właśnie żółć). Jednocześnie po raz kolejny odświeżono wygląd sklepów i jeszcze mocniej rozbudowano asortyment foodservice (firma ma własne centrum produkcyjne, w którym wyrabiane są m.in. kanapki, sałatki i bubble tea). Ten ostatni produkt okazał się takim hitem, że dziś odpowiada za mniej więcej jedną czwartą sprzedaży sieci – to wynik, którego może pozazdrościć Żabka.
Dziś Simi to już pełnoprawne modern convenience („zrucznyj market”, czyli „wygodny sklep”), o niezwykle ciekawym profilu klientów. Typowy widok po wejściu do sklepu sieci – nasza redakcja w ubiegłym roku odwiedziła kilkanaście placówek Simi, co wydaje się całkiem niezłą próbą – to tłum dzieciaków i młodzieży wcinających hot dogi lub coś innego na ciepło, pijących kawę (w Polsce byłyby to raczej napoje energetyczne), ładujących telefony albo po prostu rozmawiających ze sobą.
– Bardzo często sieci handlowe i podmioty gospodarcze mówią, że stawiają na wszystkich klientów. My od samego początku w strategii założyliśmy: stawiamy na młodego klienta – mówi Tomasz Brzeziński, managing director of strategic projects w Simi*. Menedżer podkreśla, że decyzja o stworzeniu sklepów „dla młodych nie tylko wiekiem, ale i duchem”, była dla firmy przełomowa. – Młody klient jest bardzo często przekorny, ale jeżeli już się przekona do pewnego brandu, to staje się on dla niego love brandem. Nasza orientacja na młodego klienta dała efekt – tłumaczy Brzeziński.
Ciąg dalszy artykułu - pod zdjęciem.
A oto ten efekt: dziś aż 51 proc. wszystkich klientów Simi stanowią osoby poniżej 25. roku życia. Natomiast ponad 70 proc. to ludzie w wieku do 35 lat. Średni wiek klienta Simi jest niższy o ok. 11 lat niż w Żabce. – Mamy nadzieję, że razem z tymi młodymi będziemy rozwijać ten brand. Młodzi będą rośli, będą przyprowadzać kiedyś swoje dzieci do naszych sklepów. Taki jest nasz pomysł na sukces – dodaje Brzeziński.
O tym, że Simi stało się dla młodych Ukraińców z zachodu kraju love brandem, świadczy choćby to, że aż 47 proc. klientów odwiedza sklepy tej sieci codziennie, a 38 proc. – kilka razy w tygodniu. Ponadto z danych zgromadzonych przez Simi wynika, że aż 47 proc. wizyt w sklepach sieci ma charakter spontaniczny, a 70 proc. zakupów jest impulsywnych.
Młodzi klienci nie są co prawda tymi o najzasobniejszych portfelach, jednak w przypadku Simi nie stanowi to problemu. Typowy, najczęstszy paragon w sklepach tej sieci obejmuje kawę (szalenie popularną wśród nastolatków!) i hot doga za ok. 100 hrywien, czyli ok. 8 zł. W teorii to niewiele, ale w sklepach cały czas jest tłoczno – paragonów jest więc po prostu dużo, co na koniec dnia robi różnicę. Sklepy sieci lokowane są przy miejscach spotkań, przy ruchliwych ulicach, w pobliżu szkół i innych miejsc, w których bywają młodzi Ukraińcy i Ukrainki. Dodajmy, że pracownicy sklepów Simi również są młodzi. Średni wiek kasjera to 24 lata, a kierownika sklepu – 28 lat. Współgra to idealnie z wizerunkiem sklepu dla młodych osób.
Sercem sklepów Simi są niezaprzeczalnie automaty z kawą. Sieć zdecydowała się na kupno naprawdę drogich i porządnych urządzeń, gdyż chce budować swoją przewagę konkurencyjną na smacznej, wyróżniającej się kawie, której sprzedaje więcej kubków dziennie niż porównywalne sklepy w Polsce. Ekspresy te, nazywane „mercedesami”, zwracają się ponoć w 6–18 miesięcy. W sklepie są też oddzielne ekspresy do cappuccino, maszyny do lodów, dystrybutory z napojami i wodą – niczym w Polsce w fast foodach. Ofertę uzupełniają tzw. slushe, które w Polsce jak dotąd się nie przyjęły – ukraińskie dzieciaki szaleją natomiast na ich punkcie.
Ciąg dalszy artykułu - pod zdjęciem.
Simi rośnie pomimo wojny
Nie sposób pisać o jakiejkolwiek ukraińskiej sieci handlowej, nie poruszając wątku wojny. Dynamiczny rozwój Simi przypadł dopiero na ostatnie lata, a więc już na pełnoskalową fazę konfliktu zbrojnego Rosji z Ukrainą. Pierwsze miesiące tego etapu wojny przypadły na okres, kiedy Clever Stores miało już „wynaleziony na nowo” koncept sklepu i chciało startować z rebrandingiem Sim23 na Simi. Ukraiński retail w lutym 2022 r. skupiał się na walce o przetrwanie, ale po najtrudniejszych miesiącach dla kraju, czyli po przepędzeniu Rosjan z przedmieść Kijowa, firmy zaczęły wznawiać ekspansję.
Tomasz Brzeziński zwraca uwagę, że kadra menedżerska Simi – z właścicielami na czele – miała cztery lata temu odwagę podjąć decyzję, by nie zwijać biznesu, nie wstrzymywać się z rozwojem, lecz inwestować i wdrażać nowy koncept. – Wbrew temu, co wydawało się wrogowi, szliśmy do przodu, dawaliśmy klientom dostęp do naszych sklepów, a naszym pracownikom – pracę. I tak naprawdę stawialiśmy opór – wspomina menedżer, podkreślając, że w pierwszym roku pełnoskalowej wojny Simi uruchomiło ponad 40 sklepów.
Trudnych decyzji w trakcie wojny do podjęcia było wiele. Przykładowo, gdy w Ukrainie zaczęły się blackouty, Simi zdecydowało się zakupić kosztowne, duże generatory prądotwórcze dla całej sieci, by zabezpieczyć działanie sklepów. – Zrobiliśmy to, chociaż tak naprawdę nie wiedzieliśmy, jakich części Ukrainy będą dotyczyć te blackouty – zaznacza Brzeziński. Jak się później okazało, była to trafna decyzja, a o tym, jak ważne jest własne źródło prądu, można się było przekonać w Ukrainie chociażby minionej zimy, gdy Rosjanie zintensyfikowali ataki na infrastrukturę energetyczną kraju.
Wojna w Ukrainie trwa już na tyle długo, że czasami można o niej zapomnieć – ale tylko na chwilę, do czasu kolejnego ataku. Choć Simi działa na zachodzie kraju, obiekty sieci nie uniknęły zniszczeń. W grudniu 2025 r. rosyjskie drony zaatakowały centrum dystrybucyjne Simi w Łucku, co poskutkowało sporymi stratami materialnymi. Kilka miesięcy później, 1 kwietnia br., atak powietrzny ponownie wymierzony został w magazyn Simi. W wyniku uderzenia wybuchł pożar, który objął ponad 21 tys. mkw. powierzchni i doprowadził do zawalenia się dachu. Uszkodzeniu lub zniszczeniu uległo ok. 75 proc. infrastruktury magazynowej firmy, co musiało doprowadzić do czasowego braku dostępności niektórych towarów w sklepach. Na szczęście obyło się bez ofiar w ludziach.
Ciąg dalszy artykułu - pod zdjęciem.
Jak tłumaczy Tomasz Brzeziński, w czasie wojny konieczne jest wpisanie realnej elastyczności w kulturę organizacyjną firmy. Proces decyzyjny nie może być długi, gdyż zdarzają się sytuacje nieprzewidywalne, wymagające podjęcia decyzji z minuty na minutę. Co to za sytuacje? – To problemy, których polski retail kompletnie nie rozumie. Prosty przykład: prowadzą państwo biznes i nie wiedzą, czy za godzinę albo dwie będzie prąd ani na jak długo go wystarczy. Nie wiadomo, czy towar dojedzie do sklepu albo czy pracownicy przyjdą do pracy. Dlaczego mogliby nie przyjść do pracy? Bo jest pobór i państwo może zabrać pracowników do wojska. A więc nie jest łatwo – argumentuje menedżer.
Najważniejszym zadaniem zarówno sieci handlowych, jak i wszystkich innych firm w Ukrainie, jest zadbanie o bezpieczeństwo pracowników. Dotyczy to m.in. konieczności organizacji schronów (również dla klientów) na wypadek alarmu przeciwlotniczego lub innego zagrożenia. – Trzeba zrobić wszystko, żeby pracownicy – mimo sytuacji, w której funkcjonują – czuli się bezpiecznie. Z jednej strony chodzi o bezpieczeństwo finansowe, z drugiej – fizyczne. Oni muszą wiedzieć, że ktoś u góry dba o ich bezpieczeństwo i myśli, co zrobić w sytuacjach skrajnych – podkreśla Brzeziński.
Kierunek: Kijów
Pomimo wyzwań związanych z wojną Simi zdołało zaproponować klientom ciekawy koncept handlowy, szybko ich zlojalizować (w czym pomogła nowoczesna aplikacja) i tym samym wypracować środki umożliwiające dynamiczny rozwój. W ostatnich latach żadna sieć spożywcza nie rosła w Ukrainie (w ujęciu procentowym) w takim tempie, jak operator z Łucka. Jest to tym bardziej imponujące, że – w przeciwieństwie do Żabki – Simi otwiera sklepy własne. Firma co prawda testuje od pewnego czasu franczyzę, i to w kilku modelach, widzi też jej potencjał, jednak na razie koncentruje się na uruchamianiu własnych placówek.
– Jesteśmy już dużą siecią i szybko rośniemy. Łączymy skalę z efektywnością operacyjną. Skala daje nam lepsze warunki zakupowe, siłę i rozpoznawalność brandu, lecz również efektywizację kosztów logistycznych, operacyjnych – podkreśla Brzeziński.
Simi już w najbliższych miesiącach świętować będzie otwarcie 500. sklepu. Celem na ten rok jest uruchomienie 180–200 lokalizacji, dzięki czemu na koniec grudnia sieć urośnie do co najmniej 620 placówek. W perspektywie kilku lat sklepów takich ma być w Ukrainie nawet 3 tys. To liczba, która już pojawia się w długoterminowych ambitnych planach Clever Stores. Ważnym wydarzeniem dla przesuwającego się powoli na wschód Simi będzie także debiut w Kijowie, który może nastąpić już w 2027 r. Do stolicy Ukrainy firma nie wejdzie z pojedynczymi sklepami, lecz od razu postawi ich kilkadziesiąt, by w kolejnych latach uruchamiać ich nawet po kilkaset.
Ciąg dalszy artykułu - pod zdjęciem.
Simi sygnalizuje chęć tak mocnego wzrostu o własnych siłach, bez pozyskiwania dodatkowego inwestora finansowego czy strategicznego. Można jednak założyć, że – jeśli tylko wojna w Ukrainie skończy się na warunkach, które uczynią ten kraj w miarę bezpiecznym miejscem do inwestowania – firma z Łucka stanowić będzie łakomy kąsek dla funduszy private equity lub zachodnich sieci handlowych. Nie trzeba mieć bujnej wyobraźni, by wyobrazić sobie scenariusz, w którym przejąć Simi spróbowałaby Żabka, szukająca dróg międzynarodowej ekspansji w związku z coraz mocniejszą saturacją polskiego rynku jej sklepami.
Przy ambitnych założeniach rozwoju Simi na najbliższe lata należy umieścić gwiazdkę. Wydarzenia, takie jak niedawne zniszczenie centrum dystrybucyjnego przez rosyjskie drony, mogą skutkować czasową rewizją priorytetów inwestycyjnych. Jednak przy tak dopracowanym koncepcie sklepu, przemyślanej strategii, efektywności operacyjnej i podejściu zespołu menedżerskiego, który daleki jest od spoczywania na laurach, a skupia się na ciągłym szukaniu udoskonaleń i obszarów wzrostu – trudno jest obstawiać przeciwko Simi i nie wierzyć w to, że to właśnie ten gracz będzie rozdawać karty na rynku convenience w Ukrainie.
*wszystkie przytoczone wypowiedzi T. Brzezińskiego padły 24 marca br. podczas kongresu Retail Trends 2026
***
Powyższy artykuł w pierwszej kolejności opublikowany został w nr 2/2026 magazynu "Wiadomości Handlowe". Zostań naszym prenumeratorem.

