02.07.2018/09:55

Szymon Mordasiewicz, Nielsen: Barierą rozwoju e-handlu w Polsce są… konsumenci

Polski e-commerce nie ma pomysłu, jak pokonać istniejące bariery rozwoju. Duże zagęszczenie sklepów stacjonarnych utrudnia rozwój handlu online. W ekspansji tego kanału sprzedaży mogą pomóc nowe technologie. Sprzyja mu także zakaz handlu w niedziele – wyjaśnia Szymon Mordasiewicz, dyrektor zarządzający Nielsen.

E-commerce w przypadku FMCG, a tym bardziej żywności, odpowiada za niewielki ułamek sprzedaży. Jednak ten kanał rośnie bardzo szybko. Czy jest szansa, że w perspektywie kilku lat osiągnie znaczącą skalę?

Rzeczywiście, według naszych szacunków w przypadku FMCG e-commerce odpowiada za nieco ponad 1 proc. obrotów. To nas plasuje w segmencie, tak to nazwijmy, wejściowym, wśród takich krajów jak Indie, Brazylia czy Rosja. Na czele tabeli są kraje w których handel online może się już konsolidować, ponieważ osiągnął znaczącą skalę. Absolutnym liderem jest Korea Południowa, gdzie e-commerce odpowiada za 18 proc. sprzedaży FMCG. W Europie prym wiodą Wielka Brytania i Francja z 6-proc. udziałem. To są już dojrzałe rynki. Gdybyśmy chcieli w perspektywie sześciu lat osiągnąć taki poziom, to e-commerce musiałby co roku podwajać sprzedaż. Myślę, że na to nie jesteśmy jeszcze gotowi. Oceniamy, że w naszym regionie tempo wzrostu handlu online będzie dwucyfrowe, ale bliżej 20 proc., a z pewnością nie 100 proc. rocznie.

W rozwoju e-commerce w Polsce występują pewne bariery i nie ma pomysłu, jak je pokonać. Są one bardzo mocno związane z polskim konsumentem. Generalnie, o rozwoju handlu online decyduje szereg czynników. Jednym z nich jest oczywiście wzrost PKB. Drugi ważny czynnik to penetracja bankowości – w przypadku zakupów online posiadanie konta bankowego czy karty kredytowej jest konieczne. Penetracja Internetu i smartfonów to kolejne czynniki. Polska jest w tych obszarach dobrze rozwinięta, nie mamy się czego wstydzić. Ale są pewne czynniki makroekonomiczne, z którymi mamy problem – np. łatwość prowadzenia biznesu czy przestrzenny rozkład ludności. Nie jesteśmy społeczeństwem skoncentrowanym w dużych miastach. Dostawy do mniejszych miejscowości podnoszą koszty logistyki.

Kolejna kwestia to ogromna liczba sklepów, która działa na rynku?

Zgadza się. Polscy konsumenci mają do dyspozycji ok. 100 tys. sklepów stacjonarnych. Najczęściej odwiedzane są dyskonty – przeciętny Polak odwiedza je 13 razy w miesiącu, głównie dla zaspokojenia potrzeb bieżących, ponieważ niewielu z nas ma zwyczaj robienia zakupów wystarczających na dwa czy trzy tygodnie. W sytuacji, gdy zakupów można dokonać niemal w każdej chwili, a podróż do sklepu trwa średnio mniej niż 10 minut, to e-commerce musiałby złożyć równie atrakcyjną ofertę. O to dzisiaj jest trudno.

Operatorzy e-sklepów dobrze rozumieją ten problem i starają się odpowiednio konstruować ofertę – zrobisz zakupy, kiedy chcesz i wybierzesz odpowiadający ci termin dostawy. Jednak ta oferta wciąż ograniczona jest do dużych miast. I tu jest szansa dla wielkich sieci, które posiadają setki czy tysiące placówek, odwiedzanych praktycznie codziennie. W ich przypadku model click&collect pomógłby znacznie w rozwoju e-commerce. Musiałyby jednak pokonać bariery logistyczne, wykorzystać powierzchnię magazynową sklepów, z reguły szczupłą, do zorganizowania systemu odbioru zamówień online.

Dodaj komentarz

1 komentarz

  • Jerzy 17.07.2018

    A może barierą w rozwoju handlu FMCG jest nie atrakcyjna oferta e-sklepów (w stosunku do sklepów stacjonarnych) a nie konsument?

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.