20.01.2013/16:16

Kradzieże w sklepie

Co zrobisz, gdy oszuka cię twoja ekspedientka? Kradzieże dokonywane przez pracowników sklepów są problemem niemal wszechobecnym. Trudno znaleźć placówkę, w której to zjawisko w ogóle nie występuje. Kradną kierownicy, ekspedientki, praktykanci, zaopatrzeniowcy, kierowcy, a nawet… księgowi.

Sklep spożywczy jest – niestety – takim rodzajem przedsiębiorstwa, w którym niezmiernie trudno wszystko i wszystkich dopilnować. Ogromne ilości towarów, duża rotacja, stałe przemieszczanie produktów z magazynu na półkę, gdzie wszystkie artykuły siłą rzeczy muszą być łatwo dostępne, porcjowanie i ważenie części wyrobów, duża liczba pracowników, mających wstęp do magazynu, długie godziny pracy, zmianowość, częste i bardzo zróżnicowane dostawy, skomplikowane rozliczenia finansowe z dostawcami – wszystko to sprawia, że nieuczciwy pracownik ma liczne pokusy i duże możliwości dokonywania kradzieży. Z pewnością większość zatrudnionych w handlu to ludzie uczciwi, ale ten niewielki odsetek nieuczciwych ma w typowym sklepie spożywczym tak wiele okazji, które czynią złodzieja, że można mówić o prawdziwej pladze kradzieży dokonywanych przez personel.
Co gorsze, z rozmów z kupcami wynika, że w większości przypadków są oni wobec tego zjawiska bezradni. Starają się na różne sposoby minimalizować straty, ale, jak się wydaje, generalnie zaliczają je w koszty działalności, na takiej samej zasadzie jak towary uszkodzone czy przeterminowane. Złapanie pracownika­‑złodzieja na gorącym uczynku nie jest bowiem łatwe, a udowodnienie mu kradzieży jeszcze trudniejsze. Nawet w przypadku posiadania niezbitych dowodów wcale nie ma pewności, że sprawca zostanie ukarany, a straty wyrównane. Tymczasem Ministerstwo Sprawiedliwości planuje podniesienie z 250 do 1000 zł progu, powyżej którego kradzież przestaje być wykroczeniem, a staje się przestępstwem. Ta zmiana, w opinii kupców, może tylko pogorszyć sprawę.

Proste sposoby dla bezczelnych

Najbardziej oczywistym sposobem kradzieży jest wyprowadzanie towarów ze sklepu. Ponieważ w większości placówek sale sprzedaży objęte są monitoringiem, nieuczciwy pracownik kradnie towar z magazynu, po prostu wynosząc go po zakończeniu pracy w torbie czy kieszeni kurtki. Taki złodziej nie martwi się, że remanent wykaże niedobór, który może zostać pokryty także z jego pensji. Nawet jeśli tak się stanie, stratę pokryją wszyscy po równo, a zyskuje tylko on. Ryzyko wpadki przy okazji wyrywkowej kontroli jest znikome, ponieważ właściciele sklepów niechętnie i tylko w wyjątkowych przypadkach decydują się na podobne akcje. Są one uciążliwe, trudno je przeprowadzić tak, aby potencjalny złodziej się nie zorientował, są więc nieskuteczne. Poza tym wzbudzają niezadowolenie i protesty uczciwych pracowników, którzy czują się niesłusznie podejrzewani.
Innym powszechnym procederem jest spożywanie posiłków przyrządzonych z towarów branych prosto z półki. Bułka, kilka plasterków wędliny czy sera żółtego, pomidor – i mamy drugie śniadanie. Zupka instant czy makaron po chińsku – i ciepły posiłek regeneracyjny gotowy. Dla ekspedientki to zysk rzędu najwyżej kilku złotych dziennie, dla sklepu w skali miesiąca strata sięgająca nawet tysiąca złotych i więcej. Z tym zjawiskiem jednak kupcy radzą sobie dość łatwo: zazwyczaj w warunkach umowy o pracę zawierają darmowy posiłek, a przy okazji przeznaczają do spożycia pełnowartościowe artykuły z krótkim terminem przydatności do spożycia, które i tak trzeba byłoby wkrótce spisać na straty.

Ekspedientka może więcej


Wiele okazji do oszustw daje praca na stoisku, na którym sprzedawane są towary na wagę. Techniki są różne, w zależności od umiejscowienia wagi oraz sposobu wyliczania wartości towaru. Klienci nieczęsto kontrolują wskazania wagi, nawet jeśli wyświetlacz urządzenia jest dobrze widoczny. Niektóre wagi same obliczają należność za daną gramaturę, wtedy oszustwo polega na wprowadzeniu nieco wyższej kwoty do kasy fiskalnej. Gdy wartość towaru jest wyliczana bezpośrednio w kasie, wprowadza się tam zawyżoną masę towaru. Wprawny oszust potrafi wyczuć, czy klient sprawdza gramaturę produktu, potrafi na moment odwrócić jego uwagę, tak żeby nie zauważył minimalnych różnic. Jeśli ktoś kupuje kilka ważonych artykułów, praktycznie nie ma szans zorientować się, że został oszukany.
W ten sposób nieuczciwy pracownik kradnie jednorazowo niewielkie kwoty, ale wystarczy prosty przykład, by wykazać, że sprawa wcale nie jest błaha: na dobrym stoisku z mięsem i wędlinami dziennie robi zakupy kilkuset klientów. Jeśli założyć, że ekspedientka oszuka tylko stu z nich, każdemu nie doważy tylko dwóch dekagramów towaru, a średnia cena kilograma kiełbasy czy wędliny wynosi 15 zł, to w opisany sposób dziennie ukradnie 30 zł, co w miesiącu daje kwotę rzędu 700 zł. Pół miesięcznej pensji ekspedientki!
Ostatnim etapem tego procederu jest wyniesienie ze sklepu „nadwyżki” towaru. Co kilka dni taki nieuczciwy pracownik wynosi np. paczkę drogiej wędliny. Jeśli nie będzie przyłapany na gorącym uczynku, pozostanie praktycznie bezkarny. Wartość towaru na półce mniej więcej się zgadza, ewentualne drobne różnice wliczane są w straty, względnie pracownika obciąża się kosztem niewielkiego niedoboru. Gotówka w kasie zgadza się z sumą wartości paragonów, przestępstwo jest w zasadzie nie do wykrycia.

Kasa z kasy

Kasa fiskalna daje złodziejom wiele innych możliwości. Nagminnym procederem jest złe wydawanie reszty. Klienci z reguły nie przeliczają reszty, co najwyżej zerkają pobieżnie, czy „na oko” się zgadza. Wykrycie „pomyłki” niczym ekspedientce nie grozi, co najwyżej przeprosi i wyda brakujące grosze. Tam gdzie jest to możliwe, nieuczciwi sprzedawcy od czasu do czasu stornują jakąś transakcję, względnie w ogóle jej nie wprowadzają do kasy fiskalnej. Jest to szczególnie popularny proceder w sklepach typu convenience, gdzie klienci zwykle kupują pospiesznie kilka artykułów o niskiej wartości. Nigdy nie biorą w takich sytuacjach paragonów.
Stornowanie czy niewystawianie paragonów może być wykryte przy remanencie, ale sprytniejsi złodzieje także na to mają sposób. Po prostu w miejsce towaru sprzedanego poza kasą fiskalną podstawiają własny, kupiony w hurtowni. W ten sposób zyskują mniej, bo „zarabiają” tylko na marży detalicznej, ale za to praktycznie eliminują ryzyko wpadki.
Kolejny sposób wymaga wspólnika i jest bardzo prosty – część droższych artykułów kupowanych przez taką osobę dyskretnie „omija” czytnik kodów kreskowych, pozostający w zmowie klient płaci za pozostałe towary i opuszcza sklep.

Co za miesiąc?


Za miesiąc napiszemy o mniej znanych sposobach na oszukiwanie właścicieli sklepów, jakimi są m.in.:
- „przeterminowywanie” towarów przed czasem (a potem ich sprzedaż poza kasą);
- sztuczne „straty”, np. stłuczki, podarte opakowania itp.;
- „przecena” towaru w systemie i jego sprzedaż po normalnej cenie bez paragonu albo „na boku”;
- przywłaszczanie promocji, gratisów i gadżetów od przedstawicieli handlowych;
- przyjmowanie łapówek od przedstawicieli za nieracjonalne zamówienia;
- kradzież znaczków/punktów w programach lojalnościowych, przywłaszczanie nagród z loterii itp.



Zlitowałem się nad złodziejką i żałuję

Przyjąłem na ekspedientkę młodą dziewczynę. Okres próbny wypadł pomyślnie, szybko się przyuczyła, była pracowita, solidna, miała dobry kontakt z klientami. Po kilku miesiącach, podczas rutynowej kontroli zatowarowania, stwierdziłem, że na półkach brakuje sporej ilości towaru, samych drogich rzeczy – kosmetyków, alkoholi, bombonierek. Te produkty trudno byłoby ukraść komuś z zewnątrz, bo są sprzedawane na stoisku ladowym. Przeprowadziłem dyskretne śledztwo i zacząłem robić wyrywkowe kontrole ekspedientek kończących pracę. Szybko przyłapałem tę dziewczynę, jak wynosi w torbie towary sklepowe o wartości ponad 150 zł. Gdy ją trochę postraszyłem, przyznała się, że kradła co najmniej 8­‑10 razy i jak podliczyłem, w sumie wyniosła towar o wartości co najmniej 3000 zł. Ponieważ wiedziałem, że znajduje się w trudnej sytuacji życiowej, gdyż samotnie wychowuje dziecko, zasugerowałem, iż jeśli zwróci równowartość skradzionych rzeczy, nie zgłoszę kradzieży na policję. Odpowiedziała, że nie jest w stanie oddać mi takiej sumy. Tknięty litością zaproponowałem, żeby odpracowała tę kwotę, że będę jej potrącał po trochu z wynagrodzenia. Ku mojemu zaskoczeniu oznajmiła, że nie będzie pracować za darmo i w takim razie woli, żebym zgłosił kradzież na policję! I co się okazało? Na policji zmieniła zeznania, przyznała się tylko do jednej kradzieży na kwotę poniżej 250 zł, co jest wykroczeniem. O ile wiem, dostała jakąś symboliczną grzywnę do zapłacenia, znacznie mniej niż ukradła.

Detalista z Wielkopolski



Manko na ponad 300 000 zł

Przez wiele lat z powodzeniem prowadziłam sieć sześciu sklepów spożywczych, jednak kilka lat temu biznes zaczął podupadać. Zbyt optymistycznie inwestowałam, a w tym samym czasie w kilku lokalizacjach drastycznie spadły obroty, ponieważ w pobliżu pojawiły się dyskonty. Zaczęły się problemy płatnicze, potem problemy z zatowarowaniem, a w konsekwencji z obrotami i rentownością. Redukowałam koszty, starałam się zracjonalizować zatrudnienie, ale w końcu postanowiłam poszukać kupca, który będzie w stanie wyprowadzić sklepy na prostą. Skoncentrowałam się na rozmowach z potencjalnymi nabywcami i w tym czasie, muszę przyznać, zaniedbywałam trochę sklepy. Wśród pracowników zaczęły krążyć plotki, że firma plajtuje i sądzę, że to mnie ostatecznie zgubiło. Ludzie stracili motywację do pracy i, jak się okazało, do uczciwości. Gdy w końcu znalazł się kontrahent i negocjowaliśmy ostateczne warunki przejęcia sklepów, przyszedł czas na remanenty. Wtedy wyszło na jaw, że dosłownie we wszystkich sklepach występują ogromne niedobory. W sumie brakowało towaru za… ponad 300 000 zł! Z dnia na dzień stałam się bankrutem. Kontrahent się wycofał, firma splajtowała, a ja do dzisiaj sądzę się z byłymi pracownikami o wyrównanie strat. Mam umowy o odpowiedzialności materialnej za niedobory w kasie, mam nawet weksle podpisane przez kierowniczki, ale co z tego? Sprawy ciągną się latami, a szanse na odzyskanie pieniędzy, zdaniem prawnika, są niewielkie.

Detalistka z Łodzi



Konrad Kaszuba

Wiadomości Handlowe, Nr 1 (121) Styczeń 2013

Dodaj komentarz

2 komentarze

  • Walkier 23.07.2018

    rząd-banda złodziejsko-bandycka uczy Nas kraść, a potem pretensje są.

  • Czarek 25.08.2017

    Gdy u mnie w firmie pojawiał się problem z kradzieżami, szef zawsze wynajmował Detektyw Skrzypek i ona szybko ustalała co się dzieje, a problem niszczony był w zarodku. Według mnie takie podejście do sprawy jest chyba najrozsądniejsze.

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.