16.10.2020/15:08

Limity klientów, godziny dla seniorów... Handel ma dość rozporządzeń publikowanych za pięć dwunasta

Mamy jesień, a rząd zachowuje się tak samo, jak wiosną, podczas pierwszej fali epidemii. Rozporządzenia zawierające przepisy o istotnym wpływie na funkcjonowanie branży handlowej - ale także wielu innych branż - publikowane są na kilkadziesiąt minut przed ich wejściem w życie. To niepoważne traktowanie przedsiębiorców.

Pół roku temu o wprowadzanych obostrzeniach w gospodarce i życiu społecznym dowiadywaliśmy się podczas konferencji prasowych, z innych wypowiedzi przedstawicieli władzy, albo z infografik publikowanych w mediach społecznościowych. Rozporządzenia decydujące niekiedy o losach firm publikowane były natomiast zwykle w ostatnim momencie, w nocy, na chwilę przed wejściem w życie. Rytuałem stało się przeglądanie Dziennika Ustaw codziennie po godzinie 22 lub 23 w poszukiwaniu nowych rozporządzeń i wertowanie wielu stron nowych przepisów. Jak wiemy, diabeł tkwi w szczegółach i czasami to, co trafiało faktycznie do rozporządzeń, różniło się od tego, co wcześniej zapowiadali premier Mateusz Morawiecki, minister zdrowia Łukasz Szumowski i inni. A czasu na dostosowanie się przez firmy do rozmaitych zmian było mało.

Wtedy jednak wypadało mieć trochę wyrozumiałości. Znaleźliśmy się w sytuacji bezprecedensowej; nikt nie wiedział, co przyniosą kolejne dni, albo w jakim tempie koronawirus będzie się rozprzestrzeniał po Polsce. Trzeba było działać, nawet jeśli czasami trochę na oślep, metodą prób i błędów. Wielu pracowników ministerstw czy KPRM praktycznie nie wychodziło z pracy, pracując w pocie czoła, po godzinach, nad nowymi przepisami. Mordercze tempo prac odbijało się na ich życiu rodzinnym oraz zdrowiu.

Jednak to, co można było zaakceptować wiosną, w tej chwili nie jest już akceptowalne. Minęło pół roku - i co? Rozporządzenia nadal ogłaszane są w ostatniej chwili, a ich projekty nie są wcześniej pokazywane na stronach Rządowego Centrum Legislacji. Przykłady? Rozporządzenie wprowadzające tzw. godziny dla seniorów od czwartku, zostało opublikowane w Dzienniku Ustaw w środowy wieczór (mimo że premier Morawiecki już w minioną sobotę zapowiedział wprowadzenie tego rozwiązania od czwartku). Dopiero wówczas okazało się, w których konkretnie sklepach i w jakie dni tygodnia funkcjonować będą godziny dla seniorów.

W chwili, gdy powstaje niniejszy artykuł, wiemy już, że od jutra w połowie Polski będą obowiązywać limity klientów w sklepach powiązane z liczbą kas (w placówkach do 100 mkw.) lub z powierzchnią (powyżej 100 mkw.). Branża handlowa wciąż nie widziała choćby projektu rozporządzenia, które ma uregulować tę kwestię. Znowu w ostatniej chwili biznes dowie się, czy brana pod uwagę będzie powierzchnia sali sprzedaży, powierzchnia użytkowa, a może jeszcze jakaś inna.

A przecież jeszcze wczoraj premier Morawiecki podczas konferencji prasowej słowem nie wspomniał o tym, że limity klientów w dużych sklepach będą uzależnione od powierzchni. Z wystąpienia szefa rządu wynikało, że dla wszystkich sklepów - w tym hipermarketów, supermarketów i dyskontów - limity klientów ustalone zostaną na poziomie pięciokrotności liczby kas. Dopiero dziś rano z tweeta rzecznika rządu Piotra Müllera dowiedzieliśmy się, że będzie inaczej - w sklepach powyżej 100 mkw. pojawią się limity 1 klienta na 15 mkw. Dobrze, że zostało to doprecyzowane, ale czemu doszło do tej sytuacji i powstało zamieszanie?

Rozporządzenia wprowadzającego limity klientów w sklepach w dalszym ciągu nie ma, mimo że ma zacząć obowiązywać za niespełna dziewięć godzin. Niewykluczone, że pojawią się w nim jeszcze jakieś niespodzianki, z którymi firmy zapoznają się w ostatnim możliwym momencie - w piątek przed północą. Jeśli tak dalej pójdzie, to pracownicy działów prawnych w przedsiębiorstwach spokojnie będą mogli się przestawić na nocny tryb pracy.

- Rozporządzenie dotyczące limitu klientów w sklepach zapewne pojawi się późnym wieczorem, a ma obowiązywać od jutra rana. To mało czasu do przeanalizowania. Czym innym jest usłyszeć o ograniczeniach z mediów, a czym innym analiza konkretnego aktu prawnego i dostosowanie działań firmy - podkreśla Polska Izba Handlu. - Warto, aby rozporządzenia ograniczające działalność handlu pojawiały się z większym wyprzedzeniem. Od momentu publikacji aktu prawnego do jego wejścia w życie pozostaje czasem kilkanaście godzin i zazwyczaj są to godziny wieczorne i nocne - dodają przedstawiciele PIH.

Konsultacje rozwiązań z przedsiębiorcami i publikowanie nowych przepisów (a wcześniej ich projektów) z adekwatnym wyprzedzeniem nie są wygórowanymi żądaniami, lecz powinny być standardem. To naprawdę wariant minimum. Pół roku po dotarciu koronawirusa do Polski, w szufladach biurka Mateusza Morawieckiego oraz biurek ministrów powinny już leżeć gotowe projekty rozporządzeń na różne warianty przebiegu pandemii. Powinny trwać konsultacje tych przepisów z przedsiębiorcami i pracownikami. Tryb prac znany z wiosny powinien odejść w zapomnienie, a tymczasem jest powtarzany. Powoduje to wzrost napięcia, wzmacnia poczucie chaosu i sugeruje, że tak naprawdę nie istnieje żadna strategia walki z koronakryzysem.

Żyjemy w niepewnych czasach, tymczasem dla biznesu pewność jutra i przewidywalność działań władzy to absolutnie kluczowe kwestie. O ile łatwiej byłoby dla wszystkich, gdybyśmy poznali dokładny plan działań rządu, czyli dowiedzieli się, przy jakiej liczbie zakażeń koronawirusem, zgonów z powodu covid-19, czy zajętych respiratorów i łóżek, pojawią się nowe obostrzenia i jak będą wyglądały? Oraz kiedy - zgodnie z prognozami ekspertów - może pojawić się konieczność ich wprowadzenia? Z pewnością nie tylko przedsiębiorcy z branży handlowej ucieszyliby się z ujawnienia tego typu informacji.

Brak klarownych komunikatów i prezentacji planów działania potęgują wrażenie, że sytuacja wymknęła się rządowi spod kontroli i nowe restrykcje wymyślane są na poczekaniu. Jeśli rzeczywiście tak jest, to aż strach pomyśleć, co nas czeka, gdyby okazało się, że najnowsze obostrzenia wcale nie doprowadzą do zatrzymania wzrostu liczby zakażeń.

Dodaj komentarz

4 komentarze

  • Dziadek 17.10.2020

    Za komuny było tak samo i nie tylko w handlu. Po 30 latach powraca to co było w wydaniu pisowskim.

  • Kapłon 17.10.2020

    Zarejestrujcie wszystkie placówki handlowe jako miejsca kultu i problem rozwiązany.

  • asda 16.10.2020

    co wy tam jeczycie k przedsieboircy? "jak ktos nie umie prowadzic biznesu w tych warunkach to znaczy sie sie do tego nie nadaje" a ogarneliscie juz nowe kody przy fakturach, pewnie znowu nic nie rozumiecie z tej nowej ustawy na kolanie? nie martwcie sie w urzedach i tak maja swoje interpretacje, kazdy urzad swoja, i kazdy sad swoja :) brawo PiS , dobrze ze ekspertow nie zatrudniaja

  • Paweł 16.10.2020

    No i co zrobi chciwa branża? Chcecie się sprzeciwić, to cyk strajk zróbcie jak jeden mąż. Sklepy na godzinę zamknąć w ciągu dnia a nie wydłużać godziny pracy. Wywiesić plakaty i przez systemy nagłośnienia włączać klientom informację uzasadniającą decyzję i przez kogo to. Macie gotowy przepis jak działać. You welcome.

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.
zobacz także