27.10.2020/10:49

Pracownicy zakażeni lub na kwarantannie to problem dla handlu. Niektóre sklepy mogą się nie otworzyć

Skompletowanie pełnej załogi do sklepu staje się coraz większym wyzwaniem z powodu lawinowo rosnącej liczby zakażeń koronawirusem w Polsce oraz coraz większego grona osób odbywających przymusową kwarantannę. Sieci handlowe robią co mogą, by znajdować zastępstwa za pracowników, którzy w ostatniej chwili dowiadują się, że nie mogą opuścić domu. Problem ze zdwojoną siłą uderza w małe, rodzinne sklepy.

Ze statystyk Ministerstwa Zdrowia wynika, że już niemal pół miliona Polaków przebywa w kwarantannie. Choć brakuje bardziej szczegółowych danych, śmiało można założyć, że co najmniej kilkadziesiąt tysięcy z tych osób to pracownicy handlu (w całej gospodarce mniej więcej co dziesiąty zatrudniony związany jest z sektorem handlu). Oznacza to potencjalne niedobory pracowników w sklepach i magazynach.

Pracownika szukam

Sieci handlowe zwykle zatrudniają pracowników "z górką", by mieć gotowe zastępstwa na wypadek czyichś problemów zdrowotnych, niespodziewanych urlopów lub odejścia z pracy. W umowach o pracę zawieranych z sieciami jako miejsce wykonywania pracy zazwyczaj wpisywane jest miasto, a nie konkretny sklep - dzięki temu pracowników można przenosić z miejsca na miejsce, by łatać powstające luki w załodze.

Pandemia COVID-19 sprawia jednak, że takich luk jest istotnie więcej niż dotychczas, a znalezienie zastępstwa w trybie natychmiastowym - gdy np. pracownik rano odbiera telefon od Sanepidu i dowiaduje się, że trafia na kwarantannę - staje się wyzwaniem. Stwierdzenie koronawirusa u jednego ze sprzedawców oznacza, że na kwarantannę wysyłani są pozostali pracownicy tego samego sklepu, którzy mieli z nim styczność. Wtedy zastępczą załogę trzeba sprowadzać z innej placówki handlowej.

W rozmowach z portalem wiadomoscihandlowe.pl przedstawiciele sieci handlowych anonomowo przyznają, że problem osiągnął już poważną skalę i jeśli rozwój epidemii w Polsce nie wyhamuje, sytuacja będzie się tylko pogarszać. Może dochodzić nawet do tego, że niektóre sklepy w poszczególne dni po prostu się nie otworzą, albo nie będzie komu przywieźć do nich na czas towaru z magazynu.

Handel już przed pandemią zmagał się z brakiem chętnych do pracy. Gigantyczne inwestycje sieci handlowych (Biedronka, Lidl, Auchan i inni) w kasy samoobsługowe to w dużej mierze konsekwencja niskiego bezrobocia w Polsce. To prawda, że wzrosło ono w trakcie 2020 r. w wyniku koronakryzysu. Zarazem pojawiła się jednak nowa przeszkoda w zatrudnianiu pracowników w handlu. Praca sprzedawcy-kasjera nigdy nie była traktowana jako prestiżowa, teraz jednak dodatkowo postrzegana jest jako zawód podwyższonego ryzyka - ze względu na styczność z tysiącami klientów dziennie ryzyko zakażenia koronawirusem jest wysokie, pomimo stosowanych środków bezpieczeństwa.

Ze sklepu do sklepu

Obecne problemy w mniejszym stopniu dotykają duże sieci handlowe ze sklepami własnymi, gdzie można przerzucać pracowników z miejsca na miejsce, wszyscy zatrudnieni są bowiem w tej samej firmie. W większym stopniu - sklepy franczyzowe i placówki niezrzeszone, zwłaszcza te małe, gdzie brak jednego lub dwóch pracowników ma dalece większy wpływ na funkcjonowanie sklepu niż w supermarkecie czy hipermarkecie. Tam znalezienie zastępstwa w sytuacji awaryjnej potrafi być wręcz niemożliwe, gdy okazuje się, że jedna z zaledwie kilku osób zatrudnionych w sklepie trafia do szpitala albo musi pozostać na domowej kwarantannie.

W miniony czwartek zapytaliśmy 14 sieci handlowych, na ile istotny stał się dla nich opisywany przez nas problem. Odpowiedziało osiem z nich, spośród których tylko nieliczne przyznają, że koronakryzys rodzi problemy z obsadzaniem miejsc pracy. Większość firm zapewniła nas, że pomimo obecnych trudności placówki handlowe są w stanie zachować ciągłość pracy. Wiele z nadesłanych odpowiedzi nie dotknęło jednak sedna tematu.

- Faktycznie w ostatnim czasie, podobnie jak wiosną, obserwujemy wzrost nieobecności wśród pracowników - przekazało nam biuro prasowe Tesco Polska. Przypomnijmy, że sieć w ostatnich latach przeprowadziła kilka tur zwolnień grupowych, by ograniczyć koszty, a niedawno ogłosiła sprzedaż niemal całego polskiego biznesu na rzecz Salling Group (Netto). - Uważnie monitorujemy sytuację we wszystkich naszych sklepach i centrach dystrybucji i dostosowujemy nasze działania do zaistniałych potrzeb, robiąc wszystko, by zakupy dla naszych klientów były cały czas komfortowe i bezpieczne. Przewidując również różne scenariusze (np. zamknięcie szkół), planujemy nasze działania na najbliższe tygodnie i miesiące. W tej chwili intensyfikujemy działania rekrutacyjne i aktywnie szukamy osób chętnych do podjęcia zatrudnienia w naszych sklepach i centrach dystrybucji - dodało biuro prasowe Tesco.

Ciąg dalszy artykułu na drugiej stronie.

Dodaj komentarz

9 komentarzy

  • Wiola 02.11.2020

    Ciekawy artykuł
    https://www.wiadomoscihandlowe.pl/artykul/lidl-polska-przeznaczy-15-mln-zl-na-swiateczne-premie-dla-pracownikow-nasz-news?fbclid=IwAR19ZIz2WAKgafW_maNgdkfnkIEnOXxhsRRtCLHs-WI4aYVGxhmKH5wnG-g

  • Xxx 02.11.2020

    Praca rotacyjna nie wiele pomoże. Pracownicy po pracy robią zakupy i tak się widują i rozmawiają ze sobą. Spotykają się po pracy prywatnie. Korzystają z tych samych przedmiotów na. Tel skanery. Więc w sklepach rotacja nie jest żadnym zabezpieczeniem tylko niepotrzebnym utrudnieniem!

  • Ryzyko zawodowe- handel 02.11.2020

    tak jest u mnie z ryzykiem:

    Pracodawca zatwierdził wynik ryzyka zawodowego na tym
    stanowisku jako małe - akceptowalne.

  • Polak mały 02.11.2020

    Szacun dla kasierów! To wy jesteście bohaterami!

  • kasier 01.11.2020

    "dodatkowo postrzegana jest jako zawód podwyższonego ryzyka - ze względu na styczność z tysiącami klientów dziennie ryzyko zakażenia koronawirusem jest wysokie, pomimo stosowanych środków bezpieczeństwa." ======= A dodatek +200% od podztawy wypłaty za ryzyko dostają lekarze, które mają styczność z osobami zakarzonymi WYŁĄCZNIE przez telefon!... :))

  • Były pracownik 29.10.2020

    Brak rąk do pracy ? Przecież Kaufland zwalnia pracowników , u nas w sklepie menadżer straszy nas że jest nas za dużo , chociaż zwolnili ostatnio paru pracowników , kilku odeszło samych bo ci co zostali już nie dają rady

  • Major 27.10.2020

    O w końcu zobaczyliście, że w handlu brakuje rąk do pracy? A wam się jeszcze niedziele marzą.
    Szkoda, ze w tekście jest tylko mowa o marketach spożywczych, gdzie są pracownicy kas i stoiska z mięsem plus osoby dokładające w półki.
    A co mają powiedzieć markety budowlane, elektromarkety, gdzie oprócz pracowników kas są doradcy na wielu działach, którzy oprócz dokładania towaru muszą jeszcze obsługiwać klientów? W spożywczym przy mniejszym personelu najwyżej pani Kowalska dłużej na marchewkę w półce poczeka a bez doradców handlowych w takiej budowlance to nie będzie sprzedaży.

  • B 27.10.2020

    Podział pracowników na dwie grupy w Auchan to fikcja mająca dać podkładkę dla Sanepidu. Obsługi stoisk to nie dotyczy, a także kas, przyjęcia towaru, POK, ochrony. Kierownictwo też przychodzi jak chce. Teoretycznie dotyczy to tylko pracowników hali (nie wszystkich) Taki pracownik ma kontakt z resztą sklepu którza nie pracuje w systemie rotacyjnym.
    Najlepsze cyrki dzieją się jak wykryją koronę, masz kontakt z dużą częścią sklepu ale potem okazuje się że maiłeś kontakt max z 1 osobą. Inni pracownicy dowiadują się że ktoś ma koronę pocztą pantoflową. Ewentualnie jak nie da się tego wyciszyć to pada komunikat: że u pracownika PGC stwierdzono korono wirusa ale nie podajemy dokładnie u jakiego bo RODO.

  • Laura 27.10.2020

    Tesco w artykule jako pierwsza ( poważna) sieć. Do kiedy będą zarządzać hipermarketami i pasażami w Polsce?

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.
zobacz także