20.08.2015/18:42

Sklep po wakacjach

W październiku w Jastarni kończy się sezon turystyczny, a wraz z nim dobry okres dla handlu. Ale w Warszawie nie jest już tak źle, bo mieszkańcy wracają z wakacji do szkół i do pracy.

Przygotowanie do sezonu jesienno­‑zimowego polega głównie na „wietrzeniu” sklepu. Niektóre produkty (np. wszystkie związane z grillem) zostają w całości wycofane z oferty, inne, jak piwo, redukuje się wyłącznie na poziomie magazynu – na półce powinna pozostać taka sama liczba SKU, jaka była latem. Ewentualnie można zawęzić ekspozycję piw orzeźwiających, typu radler i smakowych. Zwłaszcza w miejscowościach turystycznych. Półka nie lubi pustki, dlatego wolne miejsce po wycofanym asortymencie grillowym natychmiast się zapełnia. Najpierw zajmuje je oferta szkolna, następnie asortyment zaduszkowy (głównie znicze), a po Wszystkich Świętych – mikołajkowy i bożonarodzeniowy.

Wzmożony ruch w bonetach

Podobna zasada obowiązuje w przypadku napojów. Tu także na półce zostawia się to, co było dostępne w wakacje, ale zapasy należy ograniczyć do najlepiej rotujących SKU. Do niedawna najbardziej narażona na jesienny spadek sprzedaży była woda butelkowana. Ale w ostatnich latach to się zmieniło, bo Polacy piją jej coraz więcej. Trzeba jednak uwzględnić wrześniowe tąpnięcie (wielu detalistów uważa ten miesiąc za najsłabszy pod względem sprzedaży napojów). Za to październik przynosi ożywienie, co jest efektem rozpoczęcia sezonu grzewczego w mieszkaniach i domach.
Jesienią sprzedaje się więcej mocnych alkoholi, ale nie wymaga to uzupełniania półki o nowe indeksy, a jedynie – tak jak w przypadku piwa – roszad w magazynie. Detaliści mówią, że to, co stracili po wakacjach na piwie, odrobią na wódce. Napojem, który, niezależnie od pory roku, rotuje na w miarę stabilnym poziomie (niezmiennie dobrym), jest Coca­‑Cola. Jak przyznają handlowcy, ten produkt sprzeda się zawsze, niezależnie, czy za oknem jest 10, czy minus 10°C.

Co sklep, to inny model przechodzenia z sezonu letniego do jesienno­‑zimowego. – Jeśli chodzi o wodę, obstawiam pewniaki. W moim przypadku to Piwniczanka, Muszynianka, Cisowianka i Żywiec Zdrój. W innych regionach zapewne będzie inaczej. Z piwem sprawa jest bardziej złożona, bo jestem związany umowami z dystrybutorem, co trochę utrudnia swobodne zarządzanie półką – przyznaje Jan Jurek ze sklepu w Nowej Wsi. I dodaje: – Wrzesień jest miesiącem, kiedy w mojej placówce kumulują się wszystkie opłaty, w tym podatki do gminy i koncesja za alkohol. A paragonów jest mniej, ale przynajmniej można trochę odpocząć, bo klientów mam mniej – mówi detalista.

Lodówki mają lżej

Sklep to nie tylko towar, ale także wiele urządzeń, które – w zależności od pory roku – działają na niskich lub wysokich obrotach. Klimatyzatory, latem pracujące pełną parą, teraz mogą zwolnić. Choć nie na długo – część detalistów używa ich bowiem do dogrzewania pomieszczeń w duże mrozy. Jeśli chodzi o lodówki, bywa różnie. Niektórzy wychodzą z założenia, że piwo zimą nie musi być schłodzone i odłączają sprzęt. To błąd. Na szczęście postępują tak nieliczni. Większość uważa (słusznie), że zimne piwo powinno być dostępne zawsze, niezależnie od temperatury na zewnątrz. Jesienią sporo dzieje się w bonetach, gdzie miejsce lodów zajmują mrożonki. Ale nie jest tak, że jeden asortyment wypiera w całości drugi. Rotacja lodów nie spada do zera, za to zmienia się struktura sprzedaży: w ofercie zostają większe formaty, np. rolady, znikają zaś głównie produkty impulsowe, choć też nie całkiem. Rożki i lody mają swoich nabywców także zimą, zwłaszcza w placówkach często odwiedzanych przez dzieci. Jednak bonety, które – ze względu na duże zainteresowanie lodami – stały przy kasach, jesienią powinny powrócić w głąb sali sprzedaży. Tym bardziej że produkty, które zaraz do nich trafią – mrożonki – nie są w najmniejszym stopniu impulsowe.

Powrót z wakacji

W miejscowościach typowo turystycznych okres od października do połowy grudnia przynosi większy spadek sprzedaży niż gdzie indziej, dlatego nazywany jest martwym. Zaczynają lepiej rotować produkty do domu: mąka, masło, mleko, natomiast siada sprzedaż mniej standardowego asortymentu, jak wymyślne słodycze, woda mineralna w szklanych butelkach czy szynka parmeńska. Dużo zależy od tego, jakiego rodzaju jest miejscowa klientela – usuwa się je z oferty albo zostawia w mocno okrojonym asortymencie.

Gdy kończą się wakacje, dochodzi jeszcze jeden problem: brak rąk do pracy. Latem właściciele sklepów mają do dyspozycji studentów, którzy w październiku wracają na uczelnie. Po sezonie – jak przyznają detaliści – ciężko znaleźć kogoś uczciwego i zorientowanego w handlowym fachu.
Z końca wakacji cieszą się natomiast właściciele wielkomiejskich sklepów, których klienci wracają z urlopów. – Zawsze odczuwałem pogorszenie obrotów spowodowane sezonem urlopowym, ale tak źle jak w tym roku jeszcze nie było. Gdyby przez dwanaście miesięcy utrzymywała się taka sprzedaż jak w czerwcu i lipcu, dałbym sobie spokój z handlem i zamknąłbym interes – mówi Janusz Minchberg, dyrektor zarządzający Delikatesami CM na stołecznym Mokotowie.

(HUW)

Wiadomości Handlowe, Nr 8  (147), Sierpień 2015

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.