20.05.2016/11:55

Tomasz Kurpisz, prezes Hortex Holding- wywiad. Co dalej z Renem?

- Spotkaliśmy się z człowiekiem bezwzględnym i z działaniami, które wykraczają poza ramy stosowane w cywilizowanym biznesie - mówi portalowi wiadomoscihandlowe.pl na temat zamieszania wokół spółki Ren Tomasz Kurpisz, prezes Hortex Holding.

Gwałtowna eskalacja konfliktu Grupy Hortex z rodziną Pyłków, byłym właścicielem firmy Ren, zaskoczyła branżę u progu sezonu lodowego. Wydawało się, że Ren jest już mocno zintegrowany z Horteksem. Co się właściwie stało?

Ren jest i pozostanie integralną częścią Grupy Hortex. Aby mieć pełen obraz, trzeba się cofnąć do 2013 roku, kiedy zaczęliśmy myśleć o wejściu w obszar dystrybucji żywności mrożonej. Wystąpiliśmy wówczas z propozycją odkupienia firmy Ren, jednak rodzina Pyłków nie podjęła ostatecznie rozmów. W 2014 roku skontaktowała się z nami firma doradcza Doxa Capital z pytaniem, czy bylibyśmy zainteresowani powrotem do rozmów. Mówię o tym, bo rodzina Pyłków zarzuca nam, że zmusiliśmy ich do transakcji. Tymczasem rodzina była zmuszona do znalezienia inwestora z powodu ogromnego zadłużenia, przeterminowanych należności i braku możliwości kupowania towarów od większości dostawców. Okazało się, że byliśmy jedynym inwestorem poważnie zainteresowanym nabyciem Rena.

Dlaczego Ren wpadł w kłopoty?

Już pod koniec 2013 roku współpracująca z Hortex firma ubezpieczeniowa wypowiedziała Renowi limit ubezpieczonych należności z powodu bardzo złych wyników finansowych i braku dyscypliny płatniczej. Na początku 2014 roku przeterminowanie części należności od Ren przekroczyło 90 dni. Nasza spółka mrożonkowa była zmuszona wypowiedzieć umowę dystrybucyjną, a firma faktoringowa na żądanie ubezpieczyciela rozpoczęła windykację tych należności. Ren był w permanentnych kłopotach finansowych, gdyż zarząd źle zarządzał spółką, permanentnie finansował bieżącą działalność przeterminowanymi należnościami wobec producentów oraz przeprowadzał nietrafione inwestycje, które przewyższały możliwości finansowe firmy, kupił np. spółkę Jumar. Wiele działań nosiło znamiona działania na szkodę spółki. Obecny zarząd Ren zawiadomił prokuraturę o wykrytych różnego rodzaju nieprawidłowościach.

Audyty przed transakcją nie wykazały nieprawidłowości?

Nie było pełnego due diligence. Prowadząc rozmowy nie ukrywaliśmy, że jesteśmy zainteresowani rozwijaniem własnej działalności dystrybucyjnej. Sprzedający bali się, że chcemy nie tyle kupić Ren, ile go prześwietlić, dlatego nie zgodzili się na pełen audyt. Due diligence było częściowe, m.in. nie mieliśmy dostępu do umów handlowych i bardzo ograniczony dostęp do operacyjnych. Dlatego interesy Horteksu zostały zabezpieczone w inny sposób. Już w liście intencyjnym podpisanym w październiku 2014 roku znalazł się zapis, że w związku z brakiem pełnego audytu, sprzedający złożą szczegółowe oświadczenia i zapewnienia dotyczące określonych obszarów działalności firmy. W umowie sprzedaży zawarte są szerokie oświadczenia i zapewnienia sprzedających oraz sformułowanie, że wykryte nieprawidłowości będą podstawą do obniżenia ceny. Jeśli pojawią się roszczenia związane z wadliwością tych zapewnień lub prowadzaniem przez sprzedających transakcji niedozwolonych, a Hortex te roszczenia uprawdopodobni, to będzie to podstawą do obniżenia lub zatrzymania kolejnych transz. Dlatego również zapłata ceny była zaplanowana w transzach rozłożonych w czasie. Pierwszą transzę wpłaciliśmy przy podpisaniu umowy, termin drugiej przypadał na 1 kwietnia br.