22.10.2020/14:41

Zakaz uboju rytualnego uderzy w rynek mięsa?

Zdaniem ekonomistów, przyjęta przez sejm ustawa o zmianie ustawy o ochronie zwierząt w razie jej wejścia w życie spowoduje szkody w polskim rolnictwie i przemyśle mięsnym.

Co do zasady, ograniczenie popytu na dane dobro, w tym również ograniczenie o charakterze administracyjnym, negatywnie odbija się na cenach, choć skala tego wpływu zależy od wielu czynników. W przypadku mięsa efekty mogą być rozłożone w czasie, a wiele zależy od bieżącej kondycji rynku. – W latach 2013-2016, czyli w okresie, kiedy w Polsce obowiązywał zakaz uboju rytualnego odnotowano spadek cen mięsa oraz cen płaconych rolnikom za żywiec – przypomina Grzegorz Rykaczewski, analityk sektora rolno-spożywczego Banku Santander.

Zgodnie z danymi Komisji Europejskiej, w 2013 roku ceny mięsa wołowego z Polski obniżyły się przeciętnie o 8% w relacji rocznej, podczas gdy średnia cena w UE wzrosła o 1,5%. Z kolei w 2014 roku odnotowano ogólny spadek cen na rynku unijnym, ale dynamika w Polsce była wyższa. W rezultacie różnica między ceną polskiej wołowiny oraz średnią ceną na rynku unijnym zmieniła się na niekorzyść polskiego mięsa. – Obniżyły się też ceny płacone rolnikom za bydło. Według GUS, średnia cena skupu w 2013 roku była niższa o 4% w relacji rocznej, a w kolejnym roku o 8% w porównaniu do roku 2012 – tłumaczy ekspert. Dodaje, że w przypadku drobiu sytuacja była nieco bardziej stabilna, choć też odnotowano spadek wartości polskiego mięsa względem średniej unijnej.

– Zakaz uboju rytualnego ogranicza również możliwość wykorzystania szans rynkowych, które pojawiają się ad hoc, takich choćby jak sprzedaż do Turcji. W 2018 roku ten kraj czasowo zwiększył zakupy mięsa wołowego. Polskie firmy wtedy wyeksportowały ok. 33 tys. ton nieprzetworzonego mięsa, co stanowiło prawie 10% łącznego eksportu wołowiny w całym roku – komentuje Grzegorz Rykaczewski.

Aby móc ocenić wpływ zakazu uboju rytualnego na rynek, konieczna jest informacja o udziale mięsa pochodzącego z uboju rytualnego w łącznej sprzedaży. Niestety, z taką informacją jest dziś spory problem. Różne źródła podają mocno odmienne poziomy. Natomiast to, co wynika z komunikatów branży rolno-spożywczej to fakt, iż na przestrzeni ostatnich lat tego mięsa sprzedaje się znacznie więcej. Negatywny wpływ na rynek mógłby być więc większy niż obserwowany w latach 2013-2016.

Analityk sektora rolno-spożywczego Banku Santander zwraca uwagę, że zakaz uboju rytualnego ma być wprowadzony w bardzo krótkim okresie. – Obecnie sytuacja na rynku mięsa jest niekorzystna zarówno dla przetwórców, jak i dla rolników. Rynek jest pod presją wysokiej podaży. Po pierwszej fali pandemii koronawirusa i związanego z nią spadku popytu, sprzedaż zagraniczna jest niższa niż rok wcześniej – wyjaśnia Rykaczewski.

Jak wynika z danych Ministerstwa Rolnictwa, w okresie styczeń-lipiec wolumen eksportu nieprzetworzonego mięsa wołowego był niższy o 2% w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku. Z kolei eksport drobiu, pod względem wolumenu, obniżył się o 4% w relacji rocznej, ale wartościowo spadł aż o 10%.

Branża mięsna dosyć mocno ucierpiała w trakcie lockdownu. Wiele zakładów zwiększyło zapasy w drugim kwartale br., mając ograniczone możliwości sprzedaży produktów. Dziś te spadki są stopniowo odrabiane, jednak popyt nadal pozostaje ograniczony. – Niepewność co do dalszego rozwoju sytuacji na rynku jest duża z uwagi na rosnącą liczbę zachorowań na koronawirusa zarówno w Polsce, jak i w innych krajach UE. W tych okolicznościach zakaz uboju rytualnego, czyli wygaszenie części popytu, może stanowić spore wyzwanie dla zakładów, szczególnie tych średnich i małych, które mogą nie mieć odpowiedniego zaplecza kapitałowego, aby zachować płynność – ocenia Grzegorz Rykaczewski. W dodatku planowany czas wejścia ustawy w życie jest bardzo krótki i nie pozwala przedsiębiorstwom praktycznie na żadną reakcję.

Zakaz oznacza odpływu kapitału, inwestycji i redukcje zatrudnienia
Należy spodziewać się, że jeśli zakaz uboju rytualnego wejdzie w życie, to firmy specjalizujące się w tej działalności przeniosą się do krajów, w których taki ubój jest nadal legalny. Oznacza to odpływ kapitału, inwestycji oraz utratę miejsc pracy. Choć nie jestem zwolennikiem tych praktyk, to uważam że polityka nie powinna mieszać się do biznesu w takich kwestiach jak rodzaj stosowanej metody uboju, szczególnie kiedy i tak przeżywamy głęboki globalny kryzys. Każde kolejne ograniczenia ingerujące w gospodarkę wpływają negatywnie nie tylko na firmy, których bezpośrednio dotyczą, ale także na większą część podmiotów współpracujących z daną branżą, ponieważ jest to system naczyń połączonych.
Sebastian Sadowski-Romanov, prezes firmy Itro

 

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.
zobacz także