16.11.2018/09:33

Polscy dłużnicy mają 45,7 mld zł zaległości

17 listopada obchodzimy Dzień bez Długów. Jednak wielu konsumentów nie będzie miało okazji do świętowania. W Krajowym Rejestrze Długów BIG SA jest bowiem wpisanych ponad 2,5 mln osób, które mają w sumie 45,7 mld zł zaległości. W tym gronie są także ci, którzy już ogłosili upadłość.

Kiedy cztery lata temu weszły w życie przepisy zmieniające ustawę Prawo upadłościowe i naprawcze w zakresie upadłości konsumenckiej, liczba takich bankructw rocznie wynosiła nieco ponad 2 000. Dziś, jest ich niemal trzy razy tyle. Jak pokazują dane Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej, od połowy 2017 roku do połowy 2018 roku upadłość konsumencką ogłosiło w Polsce blisko 6 000 osób. Przy czym pierwsze symptomy kryzysu ich finansów widoczne były już wiele miesięcy wcześniej. Ponad 40% dłużników było notowanych w KRD na rok, a ponad 50 proc. - na kwartał przed bankructwem.

– Oznacza to, że co drugi konsument, który ogłosił upadłość, był wcześniej notowany w KRD jako dłużnik – wyjaśnia Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów BIG SA, i dodaje: – Upadłość to z reguły powolny proces. Dług często narasta latami. Nikt nie trafia do KRD za dwutygodniową zwłokę w płatności, ani nie składa wniosku o upadłość z powodu jednej niezapłaconej raty. Dowodem tego jest chociażby fakt, że wszyscy bankruci notowani w KRD mają na koncie po 2-3 zobowiązania, ich łączne zadłużenie wynosi w sumie ponad 100 milionów złotych, zaś średni dług przypadający na jednego dłużnika wynosi 34 tysiące złotych.

Ponad połowa tych zobowiązań zgłoszona została do KRD przez wtórnych wierzycieli, takich jak: fundusze sekurytyzacyjne czy firmy windykacyjne. Odkupiły one długi od banków, a po części także z towarzystw ubezpieczeniowych i firm telekomunikacyjnych. Kolejne 22% zobowiązań pochodzi bezpośrednio z instytucji finansowych. To pokazuje, że głównym powodem problemów finansowych prowadzących do bankructwa jest nadmierna liczba zaciągniętych kredytów i pożyczek.

– Wielu multidłużników próbuje ratować się, zaciągając kolejne kredyty na spłatę tych wcześniejszych. To jest najgorsze z możliwych rozwiązań, bo koszty tych pożyczek są coraz większe, w efekcie zadłużenie rośnie, a nie maleje. Banki i firmy pożyczkowe obserwując takiego dłużnika w Krajowym Rejestrze Długów, jeśli w ogóle decydują się na udzielenie mu kolejnego kredytu, to oferują wyższe oprocentowanie, bo muszą zrekompensować sobie większe ryzyko. Ale w końcu przestają go kredytować. Takie osoby sięgają wówczas po oferty rozmaitych firm funkcjonujących często na pograniczu prawa, które oferują „pożyczki bez KRD”. Tyle że tam oprocentowanie sięga kilkudziesięciu a nawet i kilkuset procent. W ten sposób zadłużenie narasta, pętla się zaciska – komentuje Adam Łącki.

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.