16.09.2016/13:59

Stanisław Sojka: Jadałem z książętami

Rozmowa ze Stanisławem Sojką, wokalistą, pianistą, gitarzystą, skrzypkiem, kompozytorem oraz aranżerem.

Nagrał Pan płytę z sonetami Szekspira i wręczył ją osobiście królowej Elżbiecie II. Śpiewał Pan w Watykanie Janowi Pawłowi II na koncercie imieninowym. Jak Pan wspomina te wyjątkowe chwile?

Moja pamięć zachowała wiele niesamowitych momentów, nie tylko spotkań z wybitnymi i znanymi osobistościami, autorytetami czy artystami, ale także mniej znanymi, ale dla mnie bardzo ważnymi osobami. Składam się z tych spotkań. Muzyka dała mi możność poznania ludzi i salonów, jadałem z książętami, nieraz oferowali mi skrzydła… Ale najlepiej czuję się we własnej skórze, w środowisku najbliższych mi ludzi, w moim mieście, w moim kraju.

Jaki jest Stanisław Sojka prywatnie?

Najlepiej zapytać moich bliskich. Mam wady, jestem człowiekiem apodyktycznym, łatwo się denerwuję. Ale pracuję nad sobą. Wychowałem czterech synów, którzy wyszli na ludzi, więc udało mi się ich uzbroić w odpowiednie instrumentarium do życia. Doczekałem się wnuków, czuję luksus wywiązania się z powierzonego mi zadania. Teraz mogę spokojnie skupić się na robieniu swoich rzeczy.

Domyślam się, że chodzi o nagrywanie muzyki. Pana ostatnia płyta ukazała się w kwietniu 2015 roku. Kiedy będzie kolejna?

Tej wiosny nagrałem muzykę z wirtuozem kory z Gambii. To połączenie dwóch zupełnie różnych kultur muzycznych. Kora to 24-strunowy, dworski instrument w Afryce Zachodniej, tak jak sitar jest królewskim instrumentem w Indiach czy harfa w naszym kręgu kulturowym. Ja gram na skrzypcach. Płyta „Africa Silesia” najpewniej ukaże się jesienią i myślę, że będzie to coś nowego. Nie zdarzyło się, żebym nagrał następną płytę podobną do poprzedniej. Robiłem to z premedytacją, zawsze nagrywałem coś kompletnie innego, nie patrząc nigdy na wyniki sprzedaży – nie myślałem, by nagrywać kontynuację tego, co ludziom się spodobało. Moja publiczność docenia, że nie odcinam kuponów.

A co z wolnym czasem? Ostatnio bardzo modne jest gotowanie.

W ogóle nie gotuję. Dobrze przyrządzam trzy rzeczy: jajecznicę na boczku, lekko ściętą, sałatkę z pomidorów i cebuli oraz pastę z wędzonej makreli, mama nauczyła mnie robić tę pastę. Żona bardzo dobrze gotuje, ale jak przynosi do domu dwie makrele to znak, że mam zrobić pastę. To mi pochlebia. Choć nie gotuję, robię zakupy, jestem zadaniowy, potrafię zdobyć jakiś rzadki komponent. Zdecydowanie wolę mniejsze sklepy, bo w hipermarkecie chciałbym kupić wszystko naraz, co jest niemożliwe, więc się denerwuję. Mam na Saskiej Kępie mały sklepik ze świeżymi warzywami z podwarszawskich plantacji, w innym kupuję ogórki kiszone i małosolne, które właściciel robi sam.

Dodaj komentarz

Więcej na temat:

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.