07.07.2014/22:06

Trzy tłuste tygodnie bez Rossmanna

Co drugi dzień jeździł po towar do Makro właściciel podupadającego sklepiku z chemią i kosmetykami, gdy w pobliskim Rossmannie trwał remont. Handel jak z bajki skończył się po trzech tygodniach.

Sklepik, a właściwie kiosk o powierzchni 14 mkw., mieści się na terenie stołecznego CH Land, niewielkiego obiektu handlowo­‑biurowego, w którym jedyną kotwicą przyciągającą klientów jest Rossmann. Przez trzy majowe tygodnie drogeria była zamknięta z powodu gruntownego remontu. Kameralna na co dzień galeria świeciła wtedy jeszcze większymi pustkami, ale dla właściciela kiosku Stanisława Święszkowskiego był to chwilowy powrót do czasów największej świetności tej skromnej placówki: obroty wzrosły trzykrotnie, a do Makro trzeba było znów jeździć co 2­‑3 dni, a nie co dwa tygodnie, jak przez kilka ostatnich lat. I pchać tam wózek wyładowany po brzegi chemią i kosmetykami. Z tego wszystkiego Święszkowskiemu przypomniały się tłuste dla handlu lata 90.

Fakt, przyzwyczajeni do zakupów w Rossmannie ludzie trochę grymasili, że wybór u niego słaby, ale kupowali wszystko – od szamponów i kremów, przez prezerwatywy, po proszki do prania. – Nie miałem siły tłumaczyć, że zanim Rossmann tu wszedł, na półkach stało 1500 produktów, a teraz tylko 500, bo nie ma kto kupować – opowiada właściciel kiosku.

Handlowe eldorado skończyło się 31 maja, gdy niemiecka drogeria ponownie otworzyła swoje podwoje. – Obroty raptownie siadły, ludzie przestali przychodzić. Jakby zrobić „pstryk” i nagle wszystko zgasło – mówi właściciel kiosku. Powrócił znajomy marazm i wypatrywanie klientów.

Biznes na zero

Święszkowski otworzył swój sklepik na przełomie lat 1999/2000. Lokal w Landzie (wówczas równowartość dwupokojowego mieszkania w Warszawie) kupił za gotówkę, a ściślej mówiąc za dolary, bo taki był wymóg. Jest akcjonariuszem, ma udziały w centrum handlowym.

Po roku sklepik był rentowny, a on zatrudniał dwóch pracowników. Było na premie i paczki świąteczne, sam jeździł na zagraniczne wakacje. Tyle dobrego z jednego małego kiosku! Sielanka skończyła się w 2006 roku. Plażował się w Tunezji czy Turcji (dziś już nie pamięta), gdy zadzwoniła córka z wiadomością, że w drugim skrzydle galerii ruszył właśnie Rossmann. – Przez trzy kolejne dni dzwoniła opowiadając, jak lecą nam obroty. Miałem popsuty urlop – wspomina Stanisław Święszkowski.
Wpływy spadły o jedną trzecią. Sklep nigdy nie odbudował swojej pozycji, a cztery okoliczne drogerie padły. Od dwóch lat u Święszkowskiego pracuje tylko jedna osoba i to na pół etatu. Właściciel kiosku płaci jej nieco ponad 800 zł, czyli dwa razy więcej niż sam zarabia. – Po opłaceniu czynszu i mediów, a to w sumie 700 zł, zostaje na czysto jakieś 400 zł. Na szczęście mam inne źródła dochodów – wyjaśnia. Aby się wyróżnić, postawił na chemię z Niemiec. Jakoś to schodzi, ale po takie produkty przychodzi stałe i niewielkie grono klientów. Z dezodorantów i kremów do twarzy – tych kilku sztuk, po które raz na parę tygodni jeździ do Makro – trzeba ścierać kurz. Z papieru toaletowego w sumie też, choć podobno niektóre artykuły są tu tańsze, niż w Rossmannie. W trakcie naszej dwudziestominutowej rozmowy sprzedał dwie paczki papierosów i najmniejsze opakowanie Apapu. Owszem, wpadł młody chłopak po prezerwatywy, ale nie było tych z wypustkami, których szukał. Pojawił się jeszcze palacz zainteresowany gilzami, ale były za drogie, więc nie wziął.

Zakładnik Landu

Kiedyś dawały zarobić papierosy, szczególnie że sprzedawał je taniej, niż cena podana na paczce. Odkąd ceny są sztywne, a marże nie przekraczają 5 proc., zarobek na papierosach jest praktycznie żaden. A 15 000 zł trzeba w towarze zamrozić. – Kupuję za gotówkę, nigdy nie korzystałem z odroczonych terminów płatności, bo to obniżałoby zyskowność – podkreśla. Szacuje, że w jego sklepie średnia marża nie przekracza 15 proc. Nie zrezygnuje z działalności, bo i tak musiałby płacić czynsz. Lokalu nikt od niego nie wynajmie widząc, jak słaby tu ruch. – Liczę, że kiedyś odzyskam swój wkład i gdzieś się zatrudnię. Ale na pewno nie w sklepie, bo zarobki są niskie – mówi.

Tuż przy kiosku działają delikatesy TOP Market. One na remoncie Rossmanna nie skorzystały. Kierowniczka przyznaje, że znacząco lepiej schodziły przez te trzy tygodnie papiery toaletowe i ręczniki, ale szampony czy płyny do kąpieli jak stały, tak stoją.



(ATE)

Wiadomości Handlowe, Nr 6-7 (136) Czerwiec - Lipiec 2014

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.