28.04.2026 / 10:33
StoryEditor

OK Operator Kaucyjny: W trzy miesiące osiągnęliśmy to, co inni w rok

OK Operator Kaucyjny: W trzy miesiące osiągnęliśmy to, co inni w rok

Polskie wdrożenie systemu kaucyjnego wchodzi w kluczową fazę. Tomasz Suligowski, prezes OK Operator, w rozmowie z „Wiadomościami Handlowymi” podsumowuje pierwsze półrocze działalności, ujawniając dane o zebraniu 165 milionów opakowań i rekordowej dynamice wzrostu. W wywiadzie analizuje wyzwania logistyczne przed nadchodzącym szczytem sezonowym, rolę automatyzacji w małym handlu oraz zasadność powołania instytucji parasolowej w modelu multioperatorskim.

Minęło pół roku od startu systemu kaucyjnego - na jakim jesteśmy etapie jego wdrożenia?

Tomasz Suligowski, prezes OK Operator: Pół roku po starcie system znajduje się w fazie intensywnego rozwoju. Warto podkreślić, że polski model jest wielooperatorowy. Obecnie realnie działa sześciu operatorów, co w praktyce oznacza funkcjonowanie sześciu odrębnych systemów kaucyjnych rozwijających się w różnym tempie. Jako OK Operator  odnotowujemy wzrosty rzędu kilkudziesięciu, a nawet kilkuset procent miesiąc do miesiąca. Na dzień naszej rozmowy, czyli 23 marca, zebraliśmy ponad 165 milionów opakowań, co stanowi prawie połowę wolumenu zbieranego przez cały rynek krajowy. Oferujemy kompleksowe wsparcie, obejmujące zarówno obsługę producentów w zakresie sprawozdawczości i nadzoru nad danymi, jak i pełne zaplecze techniczne. Dbamy o to, aby maszyny w całym kraju sprawnie obsługiwały wprowadzających.

 

Ostatnio szeroko omawianym tematem jest logistyka…

Mimo dużych skoków ilościowych, nie odnotowujemy w naszych punktach zbiórki żadnych problemów logistycznych. Wynika to z dobrego przygotowania. Posiadamy własną logistykę zwrotną, a jako grupa zainwestowaliśmy w Centra Zliczania (Counting Centers), co pozwala nam na obsługę zbiórki manualnej. Podpisaliśmy również kontrakty z sortowniami sektora prywatnego i publicznego (gminnego), gdzie sortujemy butelki zebrane w ramach zbiórki automatycznej. Mamy zapas mocy przerobowych, dlatego zapraszamy kolejne punkty zbiórki do współpracy.

Polska - jako jeden z nielicznych krajów - zdecydowała się na system multioperatorski, co jest z jednej strony wyzwaniem, ale może mieć też swoje plusy. Czy więc dobrą radą dla sklepów jest dywersyfikacja i korzystanie z usług kilku operatorów?

Tak, szczególnie w przypadku podmiotów posiadających wiele punktów zbiórki, zarówno tych z automatami, jak i prowadzących zbiórkę manualną. W okresie letnim szacujemy, że miesięczny wolumen może osiągnąć poziom od 850 milionów do ponad miliarda opakowań. To będzie prawdziwy test dla systemu, dlatego odpowiednia dywersyfikacja dla sklepu jest kluczowa. Już teraz warto przemyśleć i zweryfikować swoją strategię biznesową.

Czyli kolejnym kamieniem milowym będzie lato?

Tak właśnie będzie. Obserwujemy, że w dojrzałych systemach szczyt zbiórek  przypada na okres letni - sierpień i wrzesień. U nas, ze względu na Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej w czerwcu, ten szczyt może nastąpić wcześniej. Będzie to duże wyzwanie, zwłaszcza logistyczne. Jesteśmy drugim co do wielkości rynkiem kaucyjnym w Europie, więc mówimy tu o  bardzo dużych ilościach. Warto zauważyć, że każdy worek lub plomba są zazwyczaj opisane nazwą operatora. To wskazuje, który podmiot radzi sobie z logistyką lepiej, a który gorzej. Brak widocznych, zalegających worków w sklepie danego operatora świadczy o jego wysokiej sprawności operacyjnej.

Wspomniał Pan o sześciu działających systemach, mimo że Ministerstwo Klimatu i Środowiska wydało osiem licencji na prowadzenie działalności jako operator. Co to konkretnie oznacza?

Na ten moment funkcjonuje sześciu operatorów, dwóch jeszcze nie wystartowało. Jeden z nich ma decyzję obowiązującą od 1 sierpnia bieżącego roku, ale już dziś wiemy, że właśnie zrezygnował z organizacji systemu. Natomiast ostatni, który powstał, nie wiemy jeszcze kiedy lub czy uruchomi swoją działalność. 

Podczas debaty kaucyjnej na kongresie Retail Trends pani minister wspomniała o rozmowach nad uruchomieniem instytucji parasolowej. Czy taka organizacja -koordynująca działania operatorów i sklepów - jest potrzebna? Jakie jest Państwa stanowisko?

Jako operator, który w swoim portfolio skupia wszystkich interesariuszy – od marek własnych i producentów, przez handel, aż po firmy odpadowe i recykling – od początku postulowaliśmy powstanie takiej instytucji. W systemie wielu operatorów porozumienie jest wymagające, a w obecnej strukturze brakuje silnego głosu handlu i branży recyklingowej. 

Instytucja parasolowa usprawniłaby optymalizację systemu i rozwiązywała kwestie sporne, takie jak standardy finansowania, zmianę operatora czy zapobieganie nadużyciom (fraudom). Byłby to bezstronny organ posiadający silną pozycję w dyskusjach z ministerstwem, dbający o interesy całego rynku, w tym handlu. Polska jest specyficznym rynkiem ze względu na duże rozproszenie sieci franczyzowych i małych sklepów. Przykładowo w Rumunii ponad 90 proc. zbiórki odbywa się automatycznie w dużych sklepach. U nas sytuacja jest inna. Przykładem jest Żabka – gracz segmentu ultraconvenience, który mimo braku ustawowego obowiązku, jako pierwszy wszedł do systemu w ogromnej skali ponad 12 tysięcy sklepów, dbając o zasadę bliskości względem klienta. 

To jednoznacznie wskazuje, że idziemy inną drogą niż kraje, które ostatnio uruchomiły swoje systemy. 

Zdecydowanie. W skali OK Operatora widzimy, że poziom zbiórki rośnie równie szybko, jak liczba opakowań wprowadzanych na rynek. Już w tym momencie notujemy poziom zbiórki zbliżający się do 50 proc. Dla porównania Rumunia osiągnęła taki wynik dopiero po pierwszym roku funkcjonowania systemu, podczas gdy my notujemy go już po trzech miesiącach. W związku z tym spodziewamy się, że przyszły rok zamkniemy na zupełnie innym poziomie – być może zbliżonym do Austrii, gdzie wskaźnik ten wyniósł blisko 80 proc.

Klienci sklepów rzeczywiście zaskakują skalą zwrotu opakowań. Jakie macie obserwacje na tym polu? 

Mamy możliwość obserwowania szerokiego spektrum zachowań  polskich konsumentów. Z jednej strony klient ceni wygodę i oddaje po kilka sztuk opakowań w małych sklepach blisko miejsca zamieszkania. Z drugiej strony gromadzi większe ilości i odwozi je do sklepów wielkoformatowych, gdzie na jednym bonie kaucyjnym widnieje ponad 20 sztuk. Dużą rolę odgrywają również osoby zbierające opakowania w przestrzeniach publicznych. Na pytanie, kto najbardziej zyskuje na systemie, odpowiadam: środowisko i przestrzeń publiczna. Nawet jeśli badania wskazują, że część osób deklaruje, że nie oddaje opakowań, to ich butelki i tak trafiają do punktów zbiórki, bo są odnoszone  przez innych uczestników systemu.

Widać jednak też dezorientację wśród klientów. Czy dobrym rozwiązaniem był okres przejściowy dla producentów napojów? Czy nie spowodował on niepotrzebnego zamieszania?

To było bardzo dobre rozwiązanie. Trzeba sobie zdać sprawę, że nawet gdybyśmy zdecydowali, że wyłączamy stary system zbiórki opakowań po piwie w jeden dzień, to byłoby to nie do zrobienia ze względów produkcyjnych. U niektórych producentów samo przygotowanie etykiet i butelek wiązało się z dłuższym okresem niż u tych, którzy mają mniejsze produkcje lokalne w Polsce.

Start był powolny, ale to też pozwoliło w systemie multioperatorskim lepiej, w małej skali, wypróbować chociażby przepływ danych. System jest zbudowany z sześciu podsystemów, które komunikują się między sobą poprzez IT i API. Na ich dogranie również potrzebny był czas. 

Czyli gra była warta świeczki?

Tak, jak najbardziej. Patrząc historycznie na inne państwa – gdy wchodziły tam systemy, pojawiały się te same problemy. Opakowania niekaucyjne nie znikną z dnia na dzień  i jeszcze przez dłuższy czas będą się pojawiać. Mamy też butelki np. z zagranicy, które nie są w systemie. Ministerstwo w projekcie UC100 wprowadza też zapisy wyłączające z systemu opakowania trafiające do armii, więc część opakowań zawsze będzie poza obiegiem, ale w niewielkiej skali.

Widzimy to wyraźnie w jednej z sieci, którą obsługujemy. Prowadzi ona zbiórkę niekaucyjnych opakowań właśnie po to, żeby nauczyć społeczeństwo, przyzwyczaić i kształcić „ślad pamięciowy” oraz lojalność behawioralną. W pierwszych trzech miesiącach takie opakowania stanowiły większość, ale w marcu to już tylko 1/3. 

Czy można oszacować, ile jest jeszcze opakowań niekaucyjnych na rynku? 

Widzimy po stronie producentów, że 90 proc. z nich ma już opakowania objęte kaucją. Jeśli to obraz całego rynku, to w pierwszym półroczu puszka czy butelka niekaucyjna może praktycznie zniknąć.

Czy jest pan za tym, żeby rozszerzyć zakres zbiórki o inne frakcje?

To bardzo trudne pytanie. W kontekście środowiska  – tak, ale trzeba mieć na względzie to, co dzieje się później. Jeśli włączymy szkło jednorazowe, o którym zapewne pani redaktor myśli, pojawia się pytanie: co ze stłuczką wymieszaną kolorami? Jej recykling nie jest prosty. Zyskalibyśmy czystszą przestrzeń publiczną, ale ile to będzie nas kosztować? Dzisiaj budowanie systemu zaczęło się od handlu. To on musiał wykonać pierwszy ruch i zainwestować w automaty w sklepach wielkopowierzchniowych. Nowe włączenia to znów kolejne inwestycje i czas, a to  są ogromne budżety i wyzwania dla sklepów..

Rodzi to szereg zagrożeń, o których dyskutowano już na etapie pisania ustawy. Opakowania po mleku zniknęły z projektu między innymi ze względów mikrobiologicznych. Przy szkle podnoszono kwestie bezpieczeństwa – to jest stłuczka. Butelka po soku po zbiciu zanieczyszcza resztę, nie wspominając o nieprzyjemnym zapachu, jeśli ktoś trzymał ją nieumytą w domu. Trzeba się nad tym mocno zastanowić, wysłuchać interesariuszy i dopiero podejmować decyzje. 

Nowy projekt UC100 wskazuje, że te opakowania nie są włączone, choć od pani minister słyszeliśmy, że ten pomysł wciąż jest w grze. Liczę na szerokie konsultacje. To kolejne wyzwanie: logistyka, kolejne maszyny i miejsce na nie. Worki ze stłuczką dużo ważą i mogą być niebezpieczne. Tego nie można tak łatwo składować jak zgniecionych butelek PET. Wyzwań po stronie handlu jest mnóstwo.

Czy w innych krajach zbiera się opakowania po nabiale lub inne frakcje, które u nas nie są objęte systemem kaucyjnym?

Kartony po sokach czy mleku – nie, natomiast szkło jest w wielu krajach, choć różnie zorganizowane. My na pewno wypracujemy swój system. Wszystko zależy od skali, układu handlu, liczby sklepów wielkopowierzchniowych i mniejszych. Trzeba uwzględnić polskiego klienta i zmiany w jego podejściu do zakupów. Potrzebna jest instytucja parasolowa, by dyskutować o zmianach rynkowych i przyzwyczajeniach nowych generacji.

Co jest obecnie największym wyzwaniem? Wspomniana już wielokrotnie logistyka odbiorów?

Jesteśmy na etapie, gdzie mamy wszystko zorganizowane, ale przy dalszym skalowaniu logistyka będzie numerem jeden. Mam nadzieję, że w ciągu roku będziemy pozyskiwać kolejne punkty zbiórki. Siła operatora nie tkwi tylko w liczbie producentów.

Jak laikowi wytłumaczyć waszą logistykę od strony technicznej? Czy macie własne samochody, którymi jeździcie po punktach zbiórki?

Operator systemu kaucyjnego najprawdopodobniej nigdy nie będzie posiadał własnego taboru. Organizujemy się poprzez partnerów logistycznych, wpiętych w nasze systemy TMS.

W przypadku logistyki zwrotnej z automatów opakowania są odpowiednio belowane, dzięki czemu potrzebujemy znacznie mniej samochodów. Wygląda to tak: gdy opakowania wyjdą z maszyny, są transportowane logistyką wewnętrzną sieciową, a tam przesypywane do prasy, która je zagęszcza. To czyni logistykę wydajniejszą i odporną na piki.

Są jednak punkty zbiórki, gdzie nie ma takiego zagęszczania i transportów potrzebujemy więcej. Tam działają magazyny hubowe, gdzie przerzucamy towar. Mamy też zbiórkę manualną, gdzie operujemy na workach. Wywozimy „powietrze”, więc żeby mieć optymalną logistykę, trzeba budować skalę i kumulować ładunki, by miały jak najbliżej do centrum zliczania. Tam butelki są sprawdzane pod kątem kaucji i zliczane. Dopiero potem są zagęszczane lub sortowane na kolory, a w przypadku puszki – na stal i aluminium. Dopiero po rozsortowaniu i zbelowaniu trafiają do recyklera.

Co zrobić, żeby ten ciąg logistyczny działał sprawnie?

Mamy zabezpieczone kontrakty z sortowniami i polskimi recyklerami. Chcąc mieć tanią logistykę, musimy ograniczać kilometry. Jako grupa mamy też na wyłączność Centra Zliczania. Obecnie posiadamy trzy mniejsze punkty w Polsce, a w maju startujemy z największym w Polsce centralnej. To da nam moc zliczania ponad 300 milionów opakowań rocznie, co pozwoli obsłużyć mały handel i zbiórkę manualną.

Teraz ważną kwestią jest pytanie, jak będziemy konkurować operacyjnie jako operatorzy. Rynek jest wyzwaniem dla klienta, ale po stronie operatorów zacznie się typowa walka konkurencyjna o optymalizację i zadbanie o niego. Dla nas kluczowa jest pozycja handlu. Operator musi stać ramię w ramię z handlem i szybko reagować. Gdy maszyna nie sczytuje opakowania, potrzebna jest pilna reakcja: czy problem leży w produkcji, w kodzie, czy butelka została źle zwymiarowana w systemie? Tu liczą się minuty. Latem, przy dużej skali, nie możemy pozwolić sobie na to, by klienci odchodzili, bo butelki nie są przyjmowane. Konkurowanie w systemie multioperatorskim polega właśnie na tym – nie tylko na cenie, bo ona przy uruchamianiu systemu nie jest najważniejsza.

Czy nie prościej byłoby, żebyście podzielili się rejonami? Logistyka byłaby wtedy łatwiejsza do ogarnięcia.

Na wolnym rynku jest to niemożliwe, bo oznaczałoby zmowę rynkową. Gdyby to było uregulowane odgórnie, to co innego, ale dopóki mamy wolny rynek, mamy konkurować również ceną. Jakiekolwiek „obszarowanie” powodowałoby problemy natury ochrony konkurencji i konsumenta. Ten scenariusz nie jest brany pod uwagę.

Czy w ciągu ostatniego pół roku spotkaliście się z niespodziewanymi sytuacjami?

Nieustannie. Ponad rok temu rozmawiałem z prezeską RetuRo, jedynego operatora w Rumunii. Powiedziała mi wtedy, że nieważne, co zaplanujemy, i tak rzeczywistość nas zaskoczy. Jednak dzięki wizytom studyjnym i czerpaniu z doświadczeń międzynarodowych, dzisiejsza sytuacja na rynku nie jest dla mnie tak  zaskakująca.

Największą niewiadomą był poziom zbiórki – czy Polacy będą chcieli oddawać opakowania? Tu jestem pozytywnie zaskoczony. Duże zapotrzebowanie na butelkomaty  już jest i będzie większe. Polska ma największą liczbę producentów maszyn do systemu – od mniejszych i tańszych po duże urządzenia. To sprawia, że jestem optymistą w kwestii automatyzacji. Nawet mniejsze punkty handlowe, dzięki swojemu położeniu, będą miały taki potencjał zbiórki, że automat na siebie zarobi, poprawi obsługę i przyciągnie klienta.

Czego więc życzyć systemowi kaucyjnemu na najbliższy rok?

Przede wszystkim rozsądku oraz braku dezinformacji w mediach. Ważne jest, aby nie eskalować małych problemów, ponieważ w tym roku czekają nas ogromne wyzwania operacyjne.

 

 

28. kwiecień 2026 10:34