19.09.2013/17:53

Czy niskie ceny to powód do radości?

Do połowy roku inflacja była wyjątkowo niska. Jak podał GUS, ceny w czerwcu, w porównaniu z poprzednim miesiącem, nie zmieniły się, a w maju były niższe niż w kwietniu. Odbicie nastąpiło dopiero w lipcu, kiedy inflacja skoczyła do poziomu 1,1 proc.

W czerwcu, gdy inflacja wyniosła zaledwie 0,2 proc., najbardziej potaniały warzywa (przeciętnie o 5,3 proc.) i cukier (o 1,3 proc.). Niższe były ceny artykułów w grupie „mleko, sery i jaja”. Odnotowano także spadek cen napojów bezalkoholowych (o 0,3 proc.), w tym wód mineralnych lub źródlanych, kawy oraz soków.

Mało kupują, więc mało wydają

Niska inflacja to – jak przyznają ekonomiści – głównie efekt spowolnienia gospodarczego i wynikającego z niego spadku popytu. Zdaniem prof. Witolda Orłowskiego z PricewaterhouseCoopers, coś co z punktu widzenia konsumenta wydaje się korzystne, wcale nie musi być dobre dla handlu. – Niska inflacja bierze się z braku popytu na rynku. Dlatego jest dla handlu zjawiskiem bardzo niekorzystnym. Mało ludzi kupuje i wydaje w sklepach pieniądze. Oczywiście, konsumentom łatwiej żyje się z zerową inflacją, jednak wiąże się to z mniejszymi wydatkami. A dla handlu jest lepiej, gdy wydatki i dochody rosną. Dlatego zerowa inflacja nie powinna handlowców bawić – mówi profesor.

Niska inflacja to dla sklepów dodatkowa okazja, by przyciągnąć do siebie konsumentów. – Obserwujemy sytuację gospodarczą, jaka panuje w naszym otoczeniu. Myślę tutaj o słabej sytuacji finansowej dużych zakładów przemysłowych oraz o wzmożonej ekspansji międzynarodowych sieci handlowych, które poprzez szeroko komunikowane obniżki cen próbują ratować przynajmniej obrót kosztem zysku – mówi Romuald Andrzejczuk, kupiec strategiczny sieci sklepów Topaz. Jego zdaniem druga połowa roku będzie dla handlu minimalnie lepsza niż pierwsza. – Wnioskować to można po wynikach z maja i czerwca. Jednak odrzuciłbym zbytni optymizm i nie liczył, że nasze społeczeństwo zacznie więcej wydawać na konsumpcję. Raczej nadal panuje przekonanie, że należy oszczędzać, czekając na niewiadome, a przezorny powinien być ubezpieczony – dodaje Andrzejczuk.

A u nas same podwyżki

Teoretycznie, gdy popyt się kurczy, a ceny spadają, branża handlowa powinna mieć silniejszą pozycję w negocjacjach z producentami. Prof. Orłowski przestrzega jednak, że dostawcy wcale nie muszą wtedy iść na ustępstwa. – W sytuacji wolno rosnących dochodów, każdy kto kupuje ma silniejszą pozycję, niż ten kto sprzedaje. Nie liczyłbym jednak na to przesadnie. Wprawdzie handel może w takiej sytuacji nieco ostrzej negocjować z dostawcami, ale zauważmy, że również klient może ostrzej negocjować z handlem – mówi profesor.

Ciekawostką jest, że gdy GUS ogłasza rekordowo niską inflację, co hipermarkety podchwytują i wykorzystują wizerunkowo, fakt ten pozostaje niezauważony na poziomie najmniejszych sklepów. – W hurtowniach ceny cały czas rosną, widać tylko spadek sprzedaży. Przy każdej dostawie cena jest wyższa o 5, 10, 15 gr. Szukamy promocji, walczymy o niskie ceny, bierzemy całe palety, żeby tylko mieć taniej. I nic – mówi, pragnąca zachować anonimowość, ekspedientka z geesu w Rykach.

Hubert Wójcik

Wiadomości Handlowe, Nr 9 (128) Wrzesień 2013

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.