Karla-Erivan Haub jest szefem koncernu Tengelmann, właścicielem m.in. popularnych w Polsce sklepów OBI, sieci EDEKA, KiK, Rewe, Keiser.
Kilka dni temu Haub udał się w samotną ...
Karla-Erivan Haub jest szefem koncernu Tengelmann, właścicielem m.in. popularnych w Polsce sklepów OBI, sieci EDEKA, KiK, Rewe, Keiser.
Kilka dni temu Haub udał się w samotną ...
Konflikt USA i Izraela z Iranem dzieje się tysiące kilometrów od polskich granic. Jednak wojna ma bezpośredni wpływ na ceny ropy, logistykę i koszty prowadzenia biznesu na całym świecie, w tym nad Wisłą. Eksperci w rozmowie z portalem wiadomoscihandlowe.pl tłumaczą jak sytuacja na Bliskim Wschodzie wpływa sklepowe półki.
Choć teatr działań wojennych między Stanami Zjednoczonymi, Izraelem a Iranem pozostaje geograficznie odległy od Europy, jego gospodarcze wstrząsy coraz wyraźniej docierają również do polskich sieci handlowych, producentów żywności i konsumentów. Kluczowym czynnikiem destabilizacji jest sytuacja w Cieśninie Ormuz – strategicznym przesmyku, przez który przepływa nawet 20-30 proc. globalnego handlu ropą, LNG oraz według danych BNP Paribas 25-30 proc. światowego handlu nawozami azotowymi.
Zakłócenia w tym punkcie to dla światowych łańcuchów dostaw klasyczny "czarny łabędź". W praktyce oznacza to ryzyko gwałtownego wzrostu kosztów produkcji i logistyki, który w perspektywie kilku miesięcy może odbić się nie tylko na bilansach firm, ale również na portfelach polskich konsumentów.
Wpływ konfliktu na rynek żywności nie pojawia się natychmiast. Jednak ze względu na silne powiązania między cenami energii, transportu i surowców rolnych jego konsekwencje są w dużej mierze nieuniknione. – Skutki wojny z Iranem dla rynku żywności zależą przede wszystkim od czasu trwania operacji wojskowej. Zazwyczaj presja na ceny produkcji i koszty w handlu zaczyna być widoczna po miesiącu lub dwóch. Im większy wstrząs wywołała sytuacja, tym szybciej widać zmiany – podkreśla w rozmowie z portalem wiadomoscihandlowe.pl dr Magdalena Kowalewska, dyrektor Biura Analiz Sektora Food&Agri w Banku BNP Paribas Polska.
Pierwsze sygnały są już widoczne na rynkach surowcowych. Ceny podstawowych produktów rolnych zaczęły rosnąć w ślad za drożejącą ropą. Pszenica podrożała o około 10 proc., a rzepak o 5 proc. Zależność ta nie jest przypadkowa. Jak wskazują analitycy Allianz Trade, w Europie i Stanach zjednoczonych 10-procentowy wzrost ceny ropy może podnieść inflację o około 0,1-0,2 pp. w krótkim terminie.
Najbardziej wrażliwe na taki szok są sektory o wysokiej energochłonności. Według danych BNP Paribas przetwórstwo owocowo-warzywne, produkcja cukru oraz produkcja pieczywa, wyrobów ciastkarskich i makaronów charakteryzują się wyższym udziałem energii w kosztach operacyjnych na tle innych kategorii spożywczych (na poziomie 3-4 proc.).
Szczególnie wrażliwy pozostaje sektor piekarniczy. Jak zauważa dr Kowalewska, "świeże pieczywo jest często transportowane do punktów sprzedaży dwa-trzy razy dziennie, dlatego branża piekarska może szczególnie odczuć również wzrost kosztów paliw". W praktyce oznacza to, że drożejąca ropa wpływa nie tylko na produkcję, lecz także na codzienną logistykę dostaw.
Ropa nie jest jedynym surowcem, który może podnieść ceny żywności. Równie ważną rolę odgrywa gaz ziemny, będący podstawowym składnikiem produkcji nawozów azotowych. Przez Cieśninę Ormuz przechodzi nawet 30 proc. światowego handlu tymi komponentami. W przypadku dłuższej blokady szlaku logistycznego konsekwencje mogą być odczuwalne w całym sektorze rolnym. Magdalena Kowalewska zwraca uwagę na potencjalną reakcję łańcuchową.
– W przypadku przedłużającej się wojny lub zniszczeń w zakładach produkcyjnych na Bliskim Wschodzie, wzrost cen nawozów może być widoczny w cennikach na dalszą część roku, a później w cenach zbóż, roślin oleistych, warzyw i owoców – mówi. Pierwsze oznaki takiego scenariusza już się pojawiły – notowania mocznika wzrosły o 20-30 proc. To poziom, który w dłuższej perspektywie może znacząco podnieść koszty produkcji rolnej.
„Gang Biedroniaków” wraca do dyskontów Biedronki. To kontynuacja akcji z jesieni 2025 r., kiedy to wielu klientów sieci nie zdążyło zdobyć Biedroniaków. Od 16 marca 2026 r. maskotki znowu są dostępne w sklepach. Co trzeba zrobić, żeby je zdobyć?
Biedroniaki to już ósma kolekcja maskotek, jaka pojawiła się w Biedronce. Jednak jej powodzenie najwidoczniej zaskoczyło organizatorów, gdyż maskotki skończyły się jeszcze przed zakończeniem akcji. Ze słów pracowników placówek dyskontera wynikało, że pluszaków zamówiono zbyt mało w stosunku do zapotrzebowania.
– Drodzy Klienci, dziękujemy za udział w akcji Gang Biedroniaków. Państwa zaangażowanie przerosło nasze najśmielsze oczekiwania. Klienci, którzy zebrali pełen album 80 naklejek (fizycznych lub elektronicznych), a nie udało się im odebrać maskotki, mogą wymienić go w sklepach, w okresie od 17 do 29.11.2025 r. na voucher uprawniający do odbioru maskotki w marcu 2026 – informowała sieć sklepów Biedronka w komunikacie.
Dlaczego akurat w marcu 2026 roku? Wynika to prawdopodobnie z dość długiego procesu produkcji i wysyłki maskotek od azjatyckich producentów. Czas realizacji mógł być dłuższy ze względu na okres świąteczny.
Żeby zdobyć za darmo jedną z maskotek Biedroniaków należy spełnić następujące wymagania: